Włochy 2007 – Dzień 1 – Rzym

Do Włoch wylatujemy o poranku z Gdańska, z lotniska Rębiechowo. Lecimy Boeingiem 837. Po 25 minutach lotu kapitan oznajmia, że lecimy właśnie nad Łodzią z prędkością 870km/h, za oknem -43°C, pułap 9700 m n.p.m.. Trasa lotu będzie przebiegać nad terytorium Czech, Słowenii, Austrii, Chorwacji, Węgier, następnie nad Morzem Adriatyckim oraz samymi Włochami.

O czasie lądujemy na lotnisku Ciampino w Rzymie. Pierwsze uczucie to oczywiście żar lejący się z nieba. Temperatury we Włoszech we wrześniu to około 30°C w słońcu i 22°C w cieniu. Wchodzimy do kibelka na lotnisku, żeby chociaż umyć w ręce i trafiamy na ludzi, którzy w pośpiechu zmieniają ciuchy z jesiennych, polskich na letnie, włoskie.

Od razu zauważamy cechę narodową Włochów, mianowicie brak pośpiechu. Nikomu nigdzie się nie spieszy. Na przystankach nie ma rozkładu jazdy, bo przecież w mieście są korki, więc i tak nie przyjedzie o czasie. ;)

Wsiadamy w autobus Cotralu (1,2€ od osoby) do Anagniny, stacji początkowej metra linii A. Metro w Rzymie ma to do siebie, że prowadzi donikąd. Tzn. zaczyna się i kończy w nieszczególnie znaczących dzielnicach, żeby więc dojechać do lotniska trzeba się przesiadać w autobusy.

Wstępna i dość przydatna informacja dla osób, które po raz pierwszy wsiadają do włoskiego metra: uscita [czyt. uszita] – wyjście, fermata – przystanek, destro – prawo, sinistro – lewo.

W Anagninie kupujemy bilet dzienny (BIG – 4€)  i jedziemy do stacji Cornelia. Tam małe zamieszanie, gdyż mapka którą posiadamy (zamieszczona na stronach kempingu) ma się nijak do rzeczywistości. Po 2 godzinach szukania kempingu, zrezygnowani i bez nadziei na sukces, decydujemy się zapytać w najbliższym kiosku. Ku naszemu zdziwieniu staruszek tam pracujący mówi biegle po angielsku. Dowiadujemy się, że powinniśmy iść na Via Aurelia i busem 247 pojechać do kempingu. Jeszcze chwilę błądzimy, prowadzeni drogowskazami (!!), które nie wiadomo, skąd się wzięły, bo z pewnością nie prowadzą do żadnego kempingu.

Dla osób, które, jak my, błądzą w tym upale przydatna może być informacja, że Włosi naprawdę przestrzegają sjesty, nie jest to jakaś ściema. W Rzymie nie jest z tym jeszcze tak najgorzej, ale w innych częściach Włoch zdarzały nam się wpadki w stylu „brak wody o godzinie 13″ – i klapa. Piszę o tym w kontekście wygodnego rozwiązania wodnego obowiązującego w Rzymie. Mają oni mianowicie takie publiczne ujęcia wody, uliczne zdroje, zwane przez nas fontannami. Jeżeli akurat na takiej fontannie nie ma napisu „aqua non potabile” (woda niezdatna do picia), to można zaspokoić tam swoje pragnienie.

Kemping Village Roma okazuje się całkiem przyjemny – bezpłatny odkryty basen z chlorowaną wodą, czyste prysznice, 2 jacuzzi, restauracja z dużym telewizorem (panowie oglądali mecz), informacja turystyczna, punkt płatnego dostępu do netu. Furorę robi szafka z dostępem do prądu. Za jakieś grosze można podłączyć do gniazdka w szafce np. komórkę, ustawić kod, zatrzasnąć drzwiczki i oddalić się na resztę dnia. Bardzo wygodne rozwiązanie.

W zasadzie jest to kemping nastawiony na wynajem bungalowów i namiotów (nie trzeba mieć własnego – można sobie wynająć). Położony jest przy dość ruchliwej ulic, więc miejsca z przodu wykluczamy ze względu na potencjalny hałas i spaliny. Znajdujemy sobie miejsce z tyłu, całkiem przyjemne, choć z widokiem na mur z jednej strony, a na bungalowy zamieszkałe przez młodych Niemców z drugiej strony. Niemcy zamieszkują prawie cały teren  kempingu (wiadomo – papież). Dochodzimy do wniosku, że zakładają tu swoją kolonię. Do tego cieszą się niezwykłym zdrowiem i wytrzymałością – imprezują do 3 nad ranem, a potem po 7 znowu są na nogach – rześcy i wypoczęci. Obserwujemy ich z podziwem.

W miejscu, w którym się rozbijamy, w zasadzie nie ma trawy, ale nie ma też żwirku, ani innych wbijających się w plecy w nocy kamyczków. Jest lekki problem z wbiciem śledzia w podłoże, ale też nie ma specjalnej potrzeby mocowania namiotu – nie wieje, piękna pogoda. Do tego mamy drzewo, które daje przyjemny cień, a nawet plastikowy (i dość brudny) stół i 2 krzesła.

Kibelki czyste, wiele kabin, żadnych kolejek. Pod prysznicem trzeba się troszkę nakombinować, bo nie ma półeczek na rzeczy, tylko 2 haczyki. Czyli tak naprawdę standard, tylko my robimy się coraz bardziej wybredni. Nie wiem, jak męska, ale damska toaleta wyposażona była w 2 bezpłatne i dość oblegane suszarki do włosów.

Miejsce do mycia naczyń dość wygodne, choć bez płynu do naczyń i gąbeczki (ponownie – zaczynamy być wymagający). Brak pralni.

Bierzemy od razu 2 noce (łącznie niecałe 46€ za 2 osoby + namiot).

Wieczorem jedziemy do zobaczyć fontannę di Trevi i chodzimy trochę po Rzymie. Jest ciemno, w mieście mnóstwo ludzi, przy fontannie di Trevi tłumy.

Informacje praktyczne:

Komunikacja miejska zorganizowana jest dość sensownie – strefę podmiejską obsługują autobusy Cotralu z własnymi biletami, natomiast cała komunikacja w strefie miejskiej (metro, autobusy, tramwaje) ma jeden system biletowy. Do dyspozycji mamy 3 rodzaje biletów: BIT – jednorazowy – 1€, BIG – jednodniowy obowiązujący do północy – 4€, CIS – tygodniowy – 16€. Bilety miejskie można kupić w automatach biletowych, których jest mnóstwo w całym mieście. Strona komunikacji miejskiej: http://www.atac.roma.it/index.asp

Kemping Village Roma, Via Aurelia 831, http://www.camping.it/english/lazio/romacamping/ – dla innych błądzących – krótka instrukcja, jak najszybciej dojechać na kemping. Drogi są dwie. Albo metrem A do stacji Cornelia, iść do Via Aurelia (blisko – McDonald na rogu) i skręcić w prawo w Via Aurelia. Jakieś 200m dalej jest przystanek. Wsiąść w 246 lub 247 i wysiąść przy supermarketach Panorama i Giotto. Kemping jest po drugiej stronie jezdni (widać go z autobusu), prowadzi do niego przejście nadziemne. Druga droga – dla bardziej obładowanych i leniwych: metrem A do stacji Cipro, wyjść na powierzchnię, nad stacją jest pętla autobusowa – wsiąść w 247 i dalej jak wyżej.

Galeria zdjęć:

Tags: , ,

One Response to “Włochy 2007 – Dzień 1 – Rzym”

  1. Bukmacher Says:

    Ciekawy post, dodalem twoj blog do ulubionych, bede tu teraz wpadal czesciej, pozdrawiam

Leave a Reply