Hiszpania 2008 – dzień 8 – Cuenca, Segovia
Dzień zaczyna się o 5:00 rano wrzeszczącym xarem, próbującym mnie zmotywować do wstania z łóżka i zdążenia na pociąg o 7:00. Nie ma mocnych!
Wstajemy jak ludzie, koło 7:00 i decydujemy wziąć płatne dodatkowo 2€ hostelowe śniadanie. Dostajemy w zamian 2 tosty, miniaturowy dżem w pudełeczku, takież masło, lurowatą kawę rozpuszczalną oraz szklankę soku. Przed południem wsiadamy w pociąg do Madrytu (koszt 17€ za 2 osoby, czas podróży ok 2.5h). W międzyczasie rozważamy swoje opcje. W zależności od możliwości dojazdu z Madrytu, pojedziemy do Toledo, albo Segovii.
W Madrycie lądujemy na stacji Atocha Renfe. Pierw na własną rękę próbujemy zorientować się w możliwościach dojazdu do wybranych przez nas miejscowości. Automaty biletowe informują nas, że do Toledo owszem, możemy się dostać – jednym z tych ich super szybkich pociągów za straszne pieniądze. xar zostawia mnie z plecakami przy bajorku pełnym żółwi i idzie szukać informacji turystycznej. Wraca z informacją, że do Segovii najlepiej pojechać autobusem. W tym celu musimy przejechać kolejką na stację Principe Pio, która obsługuje ruch podmiejski. Dworzec autobusowy Principe Pio mieści się pod ziemią. Stamtąd za 14€ od naszej dwójki jedziemy do oddalonej o 87km na północny zachód od Madrytu Segovii. Dla porównania pociąg kosztowałby nas 42€.
Segovia, podobnie, jak Cuenca, wpisana została na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Znana jest przede wszystkim z okazałego rzymskiego akweduktu.
W Segovii biuro informacji turystycznej na dworcu autobusowym nie działa. Nikt na dworcu nie mówi po angielsku. Na mapie w przewodniku dworzec autobusowy zaznaczony został jedynie enigmatycznie jako kierunek. Jednym słowem: koszmar turysty lądującego z plecakiem w nieznanej miejscowości w najgorętszej części dnia. Decydujemy się iść z całym ekwipunkiem do głównego biura pod akweduktem. Jak się szczęśliwie okazuje, nie jest to jakoś straszliwie daleko. Niestety, trwa sjesta i biuro jest zamknięte. Kierując się mapką i informacjami w przewodniku, idziemy do najbliższego hostelu – Pension Ferri przy Calle Escuderos 10 – niedaleko katedry. Sjesta trwa w najlepsze, gdy dobijamy się do drzwi. Wychodzi do nas starsza pani prowadząca hostel. Właścicielka standardowo mówi tylko po hiszpańsku. Anka w jakiś cudowny sposób rozumie, co kobiecina ma na myśli, mianowicie oznajmia nam, gdzie położy nasze paszporty oraz że mamy się wynieść następnego dnia przed 8 rano. Pokazuje nam pokój, łazienki, na kartce papieru ustalamy cenę, na migi tłumaczy, który klucz pasuje do których drzwi i gdzie klucze zostawić, gdy będziemy rano wychodzić. Za noc płacimy 28€. Okej jesteśmy trochę zmęczeni, płacimy, przytakujemy i olewamy ją. W gruncie rzeczy pokój jest niczego sobie, wc też w miarę czyste. Problem pojawia się z prysznicem – odwieczny dylemat – zagrzybiona ściana, czy zagrzybiona zasłonka
Oj, nie było tak tragicznie! Naszym sąsiadem był jakiś młody Hiszpan i rzeczywiście zostawił po sobie trochę nieporządek, ale myliśmy się już w dużo gorszych warunkach. Ogólnie hostel był w porządku.
Jemy, chwilę odpoczywamy i idziemy zobaczyć akwedukt – największą atrakcję miasta (zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie). Zbudowany został przez Rzymian z bloków kamiennych bez użycia zaprawy. Jeszcze 100 lat temu dostarczał wodę dla miasta z prędkością 20-30 litrów na sekundę. Do czasów dzisiejszych zachował się jedynie odcinek 800m. Mieszkańcy twierdzą ponoć, że został zbudowany przez samego diabła, bo Rzymianie nie byliby w stanie zbudować czegoś tak potężnego. Spacerujemy wzdłuż całego zachowanego odcinka, w pewnym miejscu po schodkach wchodzimy na górę.
Przechadzamy się wąskimi, wysoko zabudowanymi uliczkami. Trzeba przyznać, że Segovia to bardzo ładne miasto (zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie). W tym miejscu powinnam ponarzekać na zdjęcia dostępne na panoramio. Nasze były ładniejsze i diabli je wzięli. A tu w zasadzie nie ma z czego wybierać.
Wracamy na na Plaza Mayor (zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie) ze słynną katedrą (zdjęcie, zdjęcie). Powoli się ściemnia, gdy idziemy zobaczyć Alcazar – zamek po przeciwnej stronie miasta (zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie). O tej porze (w nocy) całość jest pięknie oświetlona, ale nie udało mi się znaleźć takich zdjęć. Położony na wzgórzu, otoczony wysokimi murami obronnymi, z głęboką fosą, w której dużo, dużo niżej kotłowała się woda. Wielkością, ozdobnością i głębokością fosy robi na nas spore wrażenie (zdjęcie, zdjęcie). Z murów z prawej strony widać wijącą się wsród sąsiednich wzgórz szosę i światła samochodów. Naszą ciekawość budzi też budowla położona w pewnej odległości od zamku, jakby strażnica (zdjęcie, zdjęcie). Cykamy foty, ale robi się zimno, więc, nastrojowymi uliczkami w stylu tej, wracamy na plac z katedrą. Katedra w nocy wygląda prześlicznie – w zasadzie dużo lepiej niż w dzień (zdjęcie, zdjęcie), podobnie jak Plaza Mayor (zdjęcie). Tętni tu życie nocne. Kelnerzy w smokingach, wesela itp. Oglądamy i zawijamy spać do naszej norki
.
Informacje praktyczne
Pension Ferri – Segovia, Cale Ecuderos 10. Tu można zarezerwować pokój, zobaczyć zdjęcia i poczytać opinie na jego temat. Pokoje bardzo proste, ale czyste. Trochę gorzej z łazienkami, ale nie tragicznie. Dobre położenie – blisko Plaza Mayor i niedaleko Alcazaru.
