Hiszpania 2008 – dzień 0 – Katowice
Lot do Hiszpanii mamy zaplanowany z Katowic skoro świt dnia jutrzejszego. Założenie jest takie, żeby spotkać się w Katowicach wieczorem w dzień przed odlotem, pojechać na lotnisko i przekimać się gdziekolwiek „na żula”. Początkowa realizacja planu przebiega bez większych problemów. Do Katowic wyjeżdżam z Wrocławia, zaś Anka z Warszawy. Spotykamy się na osławionym katowickim dworcu kolejowym około godziny 21. Na miejscu umówiliśmy się z Robertikiem. Idziemy wspólnie coś zjeść i pogadać. Autobus na lotnisko odjeżdża dosłownie spod dworca (kładki, na którą się wychodzi). Początkowo nie możemy znaleźć odpowiedniego stanowiska. Przechodzimy jak ślepi ze 3 razy obok niego
.
Na lotnisko odjeżdżamy około godziny 23:00. Bilet kosztuje 20 PLN od osoby. Nie ma żadnych zniżek. Autobusy są przystosowane do podróżnych z większym bagażem i monitorowane. Droga zajmuje około 50minut – myli się ten, kto myśli, że lotnisko w Katowicach ma wiele wspólnego z samymi Katowicami. Po drodze mijamy 3 inne miejscowości. Na miejscu odkrywam, że terminal osobowy się nieco zmienił od 2005 roku, gdy leciałem stąd do Anglii. Jest teraz więcej przestrzeni i ogólnie bardzo przyjemnie. Jedyne co mnie zdziwił oto wyjście na taras widokowy płatne 1 PLN – zdzierstwo!
Wyszukujemy najwygodniejsze ławki w nowszym terminalu B i kładziemy się na nich. Tak, jak zaplanowaliśmy, na żula. Jest chłodno. Noc nie należy do najprzyjemniejszych. Mocno irytuje nas ciągle gadanie z głośników; reklamy i informacje o przylotach poprzedzane melodyjnym ding-dong wybijają nas skutecznie ze snu. Głośniki są jednak umieszczone zbyt wysoko by można je było zepsuć. Do tego światło nie gaśnie nawet na chwilę. Dookoła ciągle jeżdżą maszyny-myjki, sprzątaczki zamiatają, rozmawiając między sobą bezpardonowo. Wyjątkowo wydajemy się jednymi z niewielu, którzy tak spędzają tę noc i stajemy się swego rodzaju atrakcją turystyczną. Ławeczki ustawione są przy przeszklonej ścianie. Za każdym razem, gdy się budzę i zmieniam pozycję – co następuje często, bo ławki są metalowe i niewygodne – widzę twarz małej dziewczynki przyklejoną do tej szyby z drugiej strony i przyglądającej mi się badawczo. Nie wiem, jak ta noc wpłynie na moją i jej psychikę. Nie zwracamy na to jednak uwagi, musimy być w miarę wypoczęci, w końcu czeka nas długi dzień. xar śpi z gaciami specjalnie kupionymi na Tomatinę na twarzy. Wygląda uroczo
Ten wyjazd jest wyjątkowo nieprzemyślany. Jedziemy nie do końca wiemy, gdzie. Nie mamy ułożonej trasy, ani nawet wyznaczonych głównych celów podróży – poza Tomatiną. Nie będzie z tej podróży zbyt wielu zdjęć, ponieważ przedostatniego dnia ukradziono nam aparat wraz ze wszystkimi zdjęciami. Szkoda aparatu, zdjęć jeszcze bardziej. Ale po kolei…
Tags: katowice
