Hiszpania 2008 – dzień 1 – Girona, Figueres, Cadaques
Budzimy się ostatecznie o 3:30. Ze względu na remont lotniska odprawa bagażu zaczęła się o 3:00, 3 godziny przed odlotem. Zmizerowany xar ściąga gacie z twarzy i oświadcza: „Wszystko sobie przemyślałem, nie ma po co tam jechać!”
Optymizm pierwsza klasa!
Zostawiam go z bagażami, żeby doszedł do siebie, pierwsza idę szukać toalety. Widzę, że sporo osób postanowiło pójść w nasze ślady. Niemal wszystkie ławki są zajęte, ludzie śpią też na podłodze na karimatach. Ustalamy nowe trendy
Myjemy się po kolei, trochę świeżsi, choć zmęczeni odprawiamy bagaż, a potem siebie. Odlatujemy do Barcelony – Girony.
Od razu po przylocie ładujemy się do autobusu do Girony. Nie jest to wcale proste – zwłaszcza z plecakami. Ludzi jest sporo, nie ma możliwości, żeby wszyscy się zmieścili. Przejazd z lotniska na dworzec kolejowo-autobusowy w Gironie dla 2 osób kosztuje 4,30€. Na dworcu kolejowym znajduje się informacja turystyczna. Obsługujący bez większych problemów mówią po angielsku, ale trzeba z nich wyciągać informacje, prosić o mapy. Dostajemy informacje o kempingach w regionie Costa Brava. Decydujemy się zacząć wędrówkę od tzw. Trójkąta Dalego. Do wyboru mamy więc Pubol, Figueres i Cadaques/Portlligat. Pan w informacji mówi, że tak czy owak musimy się dostać do Figueres – najlepiej pociągiem. Kupujemy więc bilety na pociąg do Figueres (4,70€ za 2 osoby).
Od razu na dworcu w Figueres trafiamy na następny punkt informacji turystycznej – wprost na peronie. Obsługiwany jest przez 3 zażywne dziewczyny. Na blacie od razu ląduje mapa miasta – jesteśmy tu, co chcecie zobaczyć? Muzeum? Jest tu. Warto jeszcze pójść tu i tu. Przechowalnia bagażu? Na dworcu autobusowym – tuż obok. Chcecie jechać dalej? Tu macie rozkład autobusów. To się nazywa informacja! Energicznie, z sensem i załącznikami graficznymi.
Idziemy więc pierw na dworzec autobusowy w poszukiwaniu przechowalni bagażu. Z dworca kolejowego należy iść w lewo przez skwerek Plaça de l’Estacio. Trafiamy bezbłędnie. Przechowalnia bagażu okazuje się być szafkami na kluczyk, do których z trudem wciśniemy plecak, do tego drogo. Trudno, podźwigamy. Kierujemy się w stronę muzeum, rozglądając się przy okazji za sklepem. Po pierwsze potrzebujemy wody i jedzenia, których mamy mało ze względu na obostrzenia bagażowe w samolocie, po drugie chcemy kupić kartusz gazowy do palnika. Szczęście nam dopisuje, spory i otwarty supermarket znajdujemy tuż obok – na Carrer Sant Llatzer. Kartusza nie ma, ale woda i jedzenie tak. W tym absolutnie przepyszny jogurt cytrynowy, jakiego już później nigdzie w Hiszpanii nie udaje nam się znaleźć.
Po Figueres chodzimy przez około godzinę. Kierujemy się w stronę Muzeum Dalego, więc z Carrer Sant Llatzer skręcamy w prawo w Carrer Mendez Nuñes i dochodzimy do Plaça del Gra, na którym ma miejsce targ. Przechodzimy obok straganów pełnych owoców i warzyw. W sklepiku z przy Carrer Rutlla udaje nam się kupić kartusz do palnika. Pierwsze zetknięcie z językiem hiszpańskim kończy się kalamburami
Skręcając z Carrer Rutlla w Carrer Nou dochodzimy do ocienionej dwoma szpalerami drzew Calle de la Rambla (zdjęcie). Ściągamy plecaki, rozkładamy się na ławce i jemy wreszcie śniadanie. Robimy też kilka zdjęć pomysłowej iluzji na chodniku – zdjęcie. Centrum miasta dość ładne, ale szału nie ma. Pytamy przechodniów o drogę do Muzeum Dalego z jajkami na dachu. Skręcamy w Carrer de Sant Pere i ostatecznie trafiamy. Kolejka straszliwie długa, na kilka godzin stania w upale, a wejście drogie, więc sobie darujemy. Oglądamy i fotografujemy budynek i okolice z zewnątrz (zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie).
Wracamy na dworzec, jedziemy busem o 13:00 do Cadaques. Podróż trwa około godziny i kosztuje około 9€ za 2 osoby. Teren, na początku równinny, po wyjeździe z Roses zmienia się na coraz bardziej pofałdowany. Jedziemy wąską, krętą drogą. Za szybą mamy bardzo ładne widoki, urwiska, tarasy z gajami oliwnymi. Na jednym z mijanych szczytów znajdują się dziwne zabudowania – zdjęcie, zdjęcie - w dalszym ciągu nie wiemy, co to jest. W końcu na horyzoncie spomiędzy gór wyłania się morze. Jest śliczna pogoda.
Dworzec autobusowy, a w zasadzie stanowiska, na których stają autobusy, bo żadnego holu z kasami nie ma, znajduje się przy wjeździe do miasta. Informacja turystyczna znajduje w budce na małym skwerku przy Avinguda Caritat Serinyana, na lewo od wyjścia z „dworca autobusowego”, za mostkiem. Dostajemy mapkę miasta i pytamy o kemping, pani mówi, że to daleko – martwimy się. Jak daleko? Ze 2km. Łe! Co to dla nas? Pani rysuje nam drogę. Jednak szybko zaczynamy przeklinać. Droga zaczyna piąć się pod górę, a chwilami jest całkiem stroma. Idzie się około 25 minut.
Kemping kosztuje nas za 1 noc, 2 osoby i namiot 23,15€. Jest to dość spory obiekt, warunki sanitarne są nienajgorsze. Dodatkowo do dyspozycji mamy dobrze zaopatrzony sklep z normalnymi cenami. Na miejscu basen, bar i bilard. Rozstawiamy namiot w miejscu z widokiem na morze. Minus tej decyzji jest taki, że straszliwie wieje. Musimy wbijać wszystkie śledzie, dodatkowo przywiązujemy namiot do drzewa żeby nie odfrunął. Cały proces pierwszego rozstawienia i przygotowania naszego pierwszego „obozu” w tym sezonie zajmuje nam dłuższą chwilę (wliczamy w to ściganie różnych części namiotu i bagażu po połowie kempingu).
Po południu idziemy się schłodzić na basen, a później do portu w Cadaques (dróżką na skróty zaczynającą się naprzeciwko wejścia na kemping). Szwendamy się, podziwiamy widoki, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Cadaques jest ładną miejscowością, pełną białych domków krytych ceglastą dachówką i wąskich, stromych i bardzo urokliwych uliczek. Jednakże, co podkreśla xar, nie wyróżnia się niczym od innych podobnych miejsc. Ot, po prostu kolejny kurorcik na Costa Brava. Może nie tak zatłoczony jak inne, bo jednak trzeba się trochę natrudzić, żeby tu dojechać, ale już powoli zaczynający odcinać kupony od sławnych nazwisk, które go zamieszkiwały, lub po prostu tu bywały. Nie na darmo Cadaques zwany jest „wioską Dalego” – twórca spędzał tu wakacje jeszcze jako dziecko, a później kupił chatę w sąsiadującym Portlligat. Oprócz niego Cadaques poszczycić się jeszcze może goszczeniem Picassa, Matisse’a, Tomasza Manna, Garcii Lorci, czy nawet Einsteina. Trudno nam powiedzieć, dlaczego upodobali obie oni konkretnie to miejsce – może właśnie ze względu na oddalenie i brak zadufania – bo Cadaques, choć ładny i bezpretensjonalny, naprawdę nie wyróżnia się niczym specjalnym.
Wracamy na kemping, jemy coś i idziemy na spacer do Portlligat, gdzie jest następne muzeum Dalego. Chata Dalego – kolejny budynek z jajami na dachu: zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie). Są tam również sławne 2 głowy (z czego jedna rozcięta) – zdjęcie. Nie wchodzimy do środka, bo późno i piekielnie drogo. Nie jesteśmy aż takimi fanami. Porobiliśmy foty, wracamy na kemping. Piwko i do spania.
Informacje praktyczne
Camping Cadaques – Carratera de Port Lligat 17 – to oficjalny adres. Patrząc na mapę stwierdzam, że camping leży przy Avinguda Salvador Dali, czyli przy drodze prowadzącej do Portlligat. Położony jest na wzgórzu pomiędzy Cadaques a Portlligat, z widokiem na morze od strony Portlligat. Zarówno do portu w Cadaques, jak Portlligat jest około 1,5 – 2km. Ceny na 23-08-2008r.: 7,10€ od osoby + 8,95€ za namiot za noc. Osobno płaci się za np. rower, nie wolno wprowadzać psów. Ze względu na położenie z widokiem na morze, trzeba liczyć się z dużym wiatrem. Mieliśmy trochę problemów z rozbiciem namiotu, bo wszystko uciekało, a ziemia była na tyle spieczona, że wbicie śledzi było wyzwaniem. No i troszkę zmarzliśmy w nocy. Za to pranie schło rewelacyjnie
Na terenie campingu jest odkryty basen, bar i nieźle zaopatrzony supermarket z przeciętnymi cenami. Toalety i łazienki nie są cudem nowoczesnej technologii, ale idzie wytrzymać. Nie jest ani przeraźliwie czysto, ani przeraźliwie brudno. Sporym mankamentem jest brak wieszaczków, albo suchych półek, na których można położyć rzeczy. Nie stwierdziliśmy występowania pralni. Osobne zlewy do mycia naczyń i osobne krany z wodą pitną.
Ciekawe artykuły na temat Dalego i jego związków z Figueres i Cadaques:
- http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_040507/turystyka_a_1.html
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Trójkąt_Dalego
Tags: cadaques, figueres, girona, portlligat
