Archive for the ‘Hiszpania’ Category

Hiszpania 2008 – dzień 12 – Barcelona

środa, Wrzesień 3rd, 2008

Po kolejnej cudownej nocy w autobusie dojeżdżamy do Barcelony. Wysiadamy na dworcu kolejowym Barcelona Sants. Jest przed siódmą rano, jesteśmy zmęczeni. Rozkładamy się z dwoma dużymi i jednym małym plecakiem i torbą z aparatem w kącie między ścianą z telefonami publicznymi w murkiem nad zejściem do metra. Najpierw xar idzie się rozejrzeć, wraca, idę ja. W tym momencie – oboje jesteśmy przy bagażach – ginie nasz aparat ze wszystkimi zdjęciami. Podejrzewamy, kto go ukradł – chłopak, który podszedł do telefonu. Wszystko widziała grupka starszych mężczyzn – widzimy to po ich gestykulacji, pokazują nam, którędy pobiegł złodziej, ale sami nic nie robią. Bezpośrednio na nas skierowana jest kamera ochrony – nie chcą nam pomóc. Idziemy na komisariat policji – olewają nas na całej linii, mówią, że teraz mają przerwę i komisariat będzie czynny później. Odsyłają nas na inny komisariat. Przemierzamy w jego poszukiwaniu 2 stacje metra, pytając o drogę napotkanych ludzi. Wszyscy słysząc, że szukamy policji, odwracają się i nie chcą nam pomóc. W końcu docieramy na komisariat. Tam kolejka, wypełnianie formularzy i informacja, że jak znajdą, to odeślą do konsulatu. Policjant jest znużony, przy nas przychodzą kolejne osoby, które wypełniają te same druki – również okradzione. Gdy kończymy formalności jest

To był normalny chłopak, zwyczajnie ubrany, nie jakiś żebrak. Potem dowiadujemy się, że w Hiszpanii kradzież jest traktowana jak sport i słyszymy o kolejnych okradzionych osobach – zwykłych – znajomych znajomych – i celebrytach. 

I to jest w zasadzie koniec naszego zainteresowania narodem hiszpańskim. Dziękujemy pięknie. Po czymś takim Barcelona nie może nam się spodobać.

Już czort bierz ten aparat, zapracowałam na jeden, odłożę i na drugi. I na te dwa obiektywy, filtry, torbę i co tam jeszcze. Ale te zdjęcia! Części nie da się odtworzyć nigdy, a wszystkie stanowią nasze utracone wspomnienia.

Docieramy do hostelu, który ma w kuchni karaluchy. Spacerujemy po zatłoczonej, rozwrzeszczanej Rambli. Oglądamy paskudne, jakby roztopione upałem dzieła Gaudiego i równie paskudną świątynię Sagrada Familia. Z każdej bramy zionie szczoszkiem żula. Po jakimś czasie mijając je odruchowo wstrzymuję oddech. Jest upał. W porcie zaczepia nas facet prosząc o pieniądze, bo ukradli mu wszystko. Sorry, kolego. Barcelona sucks.