<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>klekotka.net</title>
	<atom:link href="http://klekotka.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://klekotka.net</link>
	<description>Podróże małe i duże ;)</description>
	<lastBuildDate>Mon, 13 Jun 2011 12:07:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 10 &#8211; San Sebastian</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-10-san-sebastian/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-10-san-sebastian</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-10-san-sebastian/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Aug 2008 23:55:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[san sebastian]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=412</guid>
		<description><![CDATA[Z EXPO 2008 w Saragossie dojeżdżamy autobusem do San Sebastian o godzinie 0:30 w nocy. Nie to, że sami się budzimy z przyjemniej drzemki w autobusie &#8211; jakiś Hiszpan targa moim ramieniem. Plan jest taki, żeby nocować na plaży. W San Sebastian nie ma do tej pory zbudowanego dworca i rolę ten pełni nieco większy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Z EXPO 2008 w Saragossie dojeżdżamy autobusem do San Sebastian o godzinie 0:30 w nocy. <span style="color: #000080;">Nie to, że sami się budzimy z przyjemniej drzemki w autobusie &#8211; jakiś Hiszpan targa moim ramieniem. </span>Plan jest taki, żeby nocować na plaży. W San Sebastian nie ma do tej pory zbudowanego dworca i rolę ten pełni nieco większy przystanek w centrum miasta. <span style="color: #000080;">Wysiadamy lekko zdezorientowani, rozglądamy się i szybko zostajemy sami &#8211; część osób szybko wsiadła w taksówki, po część ktoś przyjechał. Udajemy się w stronę plaży &#8211; ledwo żywi ze zmęczenia, nie do końca wybudzeni. Jest chłodno, mam gęsią skórkę, plecaki ciężkie, żadnej mapy, bo ta z przewodnika&#8230; no cóż, znowu nie obejmuje dworca autobusowego. Osobę, która ją przygotowywała, musiała tej nocy męczyć ogromna czkawka&#8230; Robimy zdjęcie mapie na przystanku i szukamy odpowiedniej ulicy. Sprawa jest oczywista &#8211; błądzimy. Albo inaczej: idziemy dokładnie w przeciwną stronę, niż powinniśmy. </span>Miasto wygląda na niezły kurort, jest dość cicho, spokojnie i czysto. <span style="color: #000080;">Idziemy przez miasto, oglądając wystawy i mijające nas z rzadka eleganckie autka.</span> Ostatecznie o godzinie 01:30 dochodzimy do plaży. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Plaża nie przypomina ni cholery plaż, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Ma kształt półksiężyca <span style="color: #000080;">(stąd jej nazwa Playa de la Concha)</span>, schodzi się do niej z promenady położonej około 15 metrów wyżej, <span style="color: #000080;">tak, że od strony lądu plaża &#8211; szerokości około 50m &#8211; kończy się wysokim murem &#8211; takim sztucznym klifem, nad którym jest deptak. </span>Dziwi nas trochę, że w środku nocy plaża jest całkowicie oświetlona przez latarnie. <span style="color: #000080;">Całość wygląda malowniczo i spokojnie o tej porze.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Sądzimy, że będzie to dla nas problemem, bo nie do końca wiemy, czy legalne jest rozbijanie się na plaży. Wciąż, pomimo późnej godziny, chodzą po niej ludzie <span style="color: #000080;">- dużo ludzi. Spacerują, rozmawiają, nie spieszą się. Ludzie! Jest 2 w nocy &#8211; spać nie możecie?! Idziemy w najbardziej oddaloną od centrum część plaży, licząc, że dalej ruch będzie mniejszy, oświetlenie będzie dyskretniejsze i nie będziemy się rzucać tak bardzo w oczy. </span>Decydujemy się zamelinować przy jednym z zejść z promenady niedaleko przesmyku przy Playa de Ondaretta, w słabo oświetlonym zagłębieniu plaży, jakieś 10m od muru. Jesteśmy masakrycznie zmęczeni, ale jest ciepło więc dzielnie rozkładamy karimaty, drogie i cenne rzeczy upychamy w śpiworach, plecaki pod głowę i próbujemy usnąć podczas równomiernego odgłosu rozbijających się fal. <span style="color: #000080;">Miejsce jest przednie &#8211; piękny widok na Wyspę św. Klary z niedużą latarnią morską na wprost, po prawej w oddali Monte Urgull z oświetloną figurą Jezusa, po lewej Monte Igueldo.</span><span style="color: #000080;"> </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Zasypianie utrudnia nam facet kręcący się przy nas. Podchodzi, odchodzi, przygląda nam się&#8230; </span></span><span style="color: #008000;">Jesteśmy w kraju Basków, ciężko powiedzieć jakie jest jego nastawienie, odruchowo sięgam po nóż. Koleś podchodzi i zagaduje:<br />
<span style="color: #000080;">- You cannot sleep here.<br />
Kiwamy głowami, xar macha ręką.<br />
- Yes, we know.<br />
Facet nie odpuszcza:<br />
- No, no. You don&#8217;t understand. Le mar&#8230; Le mar&#8230; is going to be here. &#8211; pokazuje</span>, że </span><span style="color: #008000;">za godzinę miejsce w którym leżymy będzie 1.5 metra pod wodą. Okej okej, wiemy co robimy, nic nam nie będzie. <span style="color: #000080;">Facet, najwyraźniej z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego, wreszcie się oddala. </span><span style="color: #000080;">xar olewa sprawę, ale ja zaczynam myśleć. Jak to było z tymi pływami? Geografia z podstawówki się kłania. Nie możemy dojść do porozumienia, każde z nas pamięta te lekcje inaczej. W godzinę? To możliwe? 50m plaży&#8230; To jest ocean, nie morze&#8230; </span>Anka się denerwuje i twierdzi, że już nie uśnie. Ja olewam jego uwagi dotyczące naszego pomysłu i miejscówki, w końcu nie takie rzeczy się robiło &#8211; układam się i zasypiam w przeciągu 15 sekund. <span style="color: #000080;">Ja leżę i obserwuję. Obieram kilka punktów odniesienia i patrzę, czy woda nie podchodzi. Podchodzi, cholera! Budzę xara. Tłumaczę mu, że woda rzeczywiście się zbliża, ale on mnie wyśmiewa. Mówi, że mam omamy i facet z durnymi gadkami rzucił mi się na mózg. Po chwili znowu chrapie. A woda się zbliża. Nie wytrzymuję, o 3:00 budzę go znowu i stanowczo każę się wynieść na górę, na promenadę.</span> Irytuje mnie to mocno, że każe mi wstawać i przenosić nasz &#8222;obóz&#8221; na promenadę 15 metrów wyżej. <span style="color: #000080;">xar marudzi, ale przypływ jest już wyraźnie widoczny, zanim udaje nam się zebrać wszystkie graty, dostęp do jednych schodów na górę już w zasadzie odcięty. Lokujemy się na ławeczce przy zejściu, z którego skorzystaliśmy i rozkładamy graty<span style="color: #000080;">. </span></span></span><span style="color: #008000;">Plaża zmniejsza się w mgnieniu oka. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Po jakichś 20 minutach le mar is there. <span style="color: #008000;">Po plaży nie ma śladu.</span> </span></span><span style="color: #008000;">Miejsce w którym godzinę temu leżeliśmy jest jakieś 2-3 metry pod wodą.</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"> Fale roztrzaskują się o mur na dole na wysokości ok. 1,5m<span style="color: #008000;"> </span></span></span><span style="color: #008000;">z taką mocą, że piana wlewa się na górę, gdzie siedzimy na ławce w śpiworach! <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"> Facet w zasadzie uratował nam życie, a na pewno uratował nasz dobytek przed zamoczeniem lub zatonięciem. Nigdy, NIGDY nie śpijcie na plaży nad oceanem. Pływy naprawdę istnieją i zdarzają się codziennie. Pani od geografii nie żartowała.</span></span><span style="color: #008000;"> </span></p>
<p><span style="color: #008000;">O 4:00 jest zimno. </span><span style="color: #003366;"><span style="color: #000080;">Siedzimy na ławce w śpiworach, plecaki opierają nam się o kolana. Nie możemy znaleźć sobie pozycji do snu.</span> </span><span style="color: #008000;">Ostatni ludzie wracający z imprez oraz pierwsi idący do pracy mają nas za okaz natury, po raz kolejny jesteśmy lokalną atrakcją turystyczną. <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  Pomimo śpiworów jest nam zimno. <span style="color: #000080;">W końcu kładę głowę xarowi na kolanach, on zaczyna protestować, ale nie ma siły, kładzie głowę na moich plecach i zasypiamy natychmiast.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Budzimy się &#8211; wciąż niewyspani, połamani od pozycji na ławce i trochę zdezorientowani. Idziemy szukać noclegu. Szukając opisanego w naszym przewodniku schroniska trafiamy na inne &#8211; Ondaretta &#8222;La Sirena&#8221;. Za noc ze śniadaniem życzą sobie 36€ za naszą dwójkę. Problemem jest jednak kwaterunek, który zaczyna się o godzinie 15:00. <span style="color: #000080;">Zostawiamy plecaki w ich pakamerze, myjemy zęby i twarz, ale o prysznicu możemy jedynie pomarzyć.</span> Śmierdzący, niewyspani, zmarnowani idziemy więc na miasto. Ku naszemu zdziwieniu po rozszalałym oceanie nie ma śladu, woda spokojna, plaża z powrotem jest na swoim miejscu. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">San Sebastian to dość przyjemny kurort. Nastawiony jest głównie na Anglików (np. pałac z angielskimi ogrodami) ale mało kto mówi tutaj w tym języku. Klimat jest nieco bardziej łaskawy dla nas. W dzień pada deszcz. Niemniej potrafi też przygrzać. Można zauważyć siłę Oceanu, wystarczy się przejść dookoła wzgórza z Jezusem i popatrzeć na fale. Pływy też robią na nas ogromne wrażenie. Pierwszy raz widzieliśmy rzekę, która z powodu przypływu płynęła nie w tą stronę co trzeba.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Główna informacja turystyczna znajduje się na Boullevard. Obsługa jest przyjemna, mówi po angielsku.</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">W hostelu pokój dostaliśmy czteroosobowy, ale mieszkaliśmy tylko we dwoje. Łazienki w miarę czyste. Jemy i znów idziemy na spacer. Po południu ocean znów zabrał plażę. Kręcimy się trochę po starym mieście. Mijamy port kutrów. Obserwujemy dzieci, które kąpią się w całym syfie tam pływającym pomimo tego, że 100 metrów dalej jest czysta plaża.</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">W San Sebastian jest też akwarium podobne do oceanarium w Walencji. Nie wchodzimy tam. Ostatecznie robimy zakupy, prysznic i idziemy spać. Ponad 40 godzin bez snu.</span></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #000000;">Informacje praktyczne:</span></span></strong></span></p>
<p style="text-align: left;"><strong><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;">Sc<span style="color: #000000;">hronisko </span></span></span><span style="color: #000000;">albergue juvenil Ondaretta &#8222;La Sirena&#8221;</span></strong><span style="color: #000000;"><span style="color: #000000;"> &#8211; <a href="http://www.donostia.org/info/visitante/albergues.nsf/vowebContenidosId/NT0000092E?OpenDocument&amp;idioma=cas&amp;id=B365367375388&amp;cat=Instalaciones&amp;doc=D" target="_blank">link </a>- San Sebastian, Paseo de Igueldo 25 &#8211; ładne schronisko, położone rzekomo 200m od plaży (wydaje mi się, że nieco dalej). Ważne: w pokojach nie można przebywać między 10:00 a 15:00, więc jeśli zjawicie się w tych godzinach, to pozwolą Wam skorzystać z toalety i zostawić plecak, ewentualnie nawet skorzystać z netu, ale potem musicie iść sobie precz do 15:00. Pokoje dość duże z łazienkami. My mieliśmy pokój na piętrze, z balkonem, 4-osobowy, ale spaliśmy tylko w dwójkę. Łóżka piętrowe. Na dole w piwnicy kuchnia, gdzie wydają śniadania (płatki kukurydziane, mleko, jogurt, sok, kawa, herbata, bułka, dżem). Dostępna jest pralnia i 3 komputery z dostępem do internetu (też w piwnicy). Nocleg 2 osób w 4-osobowym pokoju ze śniadaniem = 36€ (stan na 2008r.) &#8211; aktualne ceny na www.</span><br />
</span> <span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;"> </span><strong><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #000000;"><br />
</span></span></strong></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-10-san-sebastian/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 9 &#8211; Segovia, Saragossa</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-9-segovia-saragossa/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-9-segovia-saragossa</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-9-segovia-saragossa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Aug 2008 18:16:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[expo]]></category>
		<category><![CDATA[saragossa]]></category>
		<category><![CDATA[segovia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=407</guid>
		<description><![CDATA[Wstajemy skoro świt. Właścicielka podkreślała, że mamy się wynieść do 8:00. Szybkie śniadanie, leniwe pakowanie. Gdy jesteśmy już gotowi do wyjścia, w przedpokoju, pełniącym rolę recepcji, zjawia się pan w sile wieku i oddaje nam nasze paszporty. Próbuje z nami prowadzić konwersację po hiszpańsku, życzliwie potakujemy głowami i uśmiechamy się. Pan chwyta się za ucho, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Wstajemy skoro świt. <span style="color: #000080;">Właścicielka podkreślała, że mamy się wynieść do 8:00.</span> Szybkie śniadanie, leniwe pakowanie. <span style="color: #000080;">Gdy jesteśmy już gotowi do wyjścia, w przedpokoju, pełniącym rolę recepcji, zjawia się pan w sile wieku i oddaje nam nasze paszporty. Próbuje z nami prowadzić konwersację po hiszpańsku, życzliwie potakujemy głowami i uśmiechamy się. Pan chwyta się za ucho, pokazuje na moje i mówi coś z aprobatą. Rozumiemy, że jeśli ktoś ma takie uszy, jak ja, to będzie szczęśliwy w życiu. Moje uszy o tym nie słyszały, albo koleś coś pokręcił <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Obładowani, ruszamy w dół,</span><span style="color: #000080;"> na dworzec. Miasto jest puste, ciche i spokojne. W dole, u podnóża wzgórza, z którego schodzimy, ściele się mgła, rozświetlana przez pierwsze promienie słoneczne. Słońce ozłaca też ściany budynków &#8211; jest cudnie! Z przyjemnością zatrzymujemy się i robimy zdjęcia. Ku naszemu zdziwieniu, z łączki za dworcem autobusowym startują kolorowe balony </span></span><span style="color: #008000;">(takie z ludźmi;))</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">. To słońce, mgła, chłodne, rześkie powietrze, cisza dookoła&#8230; Och, Segovia jest piękna! </span>Cykamy foty balonom unoszącym się nad miastem. Nie wiemy, jaka to okazja &#8211; pędzimy na dworzec autobusowy. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Dojeżdżamy (1.5h, 14€) z powrotem na Principe Pio w Madrycie. Stamtąd szarym metrem na stację Avenida de America (bilet na metro 1€) &#8211; na dworzec autobusowy.</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Już wiemy &#8211; zauważyliśmy plakaty na przystankach &#8211; </span>że w Saragossie odbywa się EXPO 2008 i że poświęcone jest wodzie. </span><span style="color: #008000;">Hiszpania ma z wodą spore problemy. Większość rzek jest wyschnięta. <span style="color: #000080;">Zwłaszcza nad brzegiem morza wygląda to cokolwiek dziwnie &#8211; morze, 50m wody w rzece, a potem już tylko suche dno. Krajobraz oglądany przez szyby autobusów wygląda jak dziki zachód &#8211; spieczone, czerwone skały z pojedynczymi, rachitycznymi drzewkami. </span> </span></p>
<p><span style="color: #000080;">W planach mamy podróż do Bilbao, ale stwierdzamy, że dzień nas nie zbawi i jedziemy do Saragossy.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Wsiadamy w autobus firmy Continental Auto do Saragossy. Po około 4 godzinach <span style="color: #000080;">ludzie dookoła nas zaczynają się ożywiać. Stacja nazywa się Zaragoza &#8211; Delicias &#8211; to tu? A nie ma jakiejś centralnej? Wysiadamy i my. Dworzec, na którym wylądowaliśmy okazał się być dworcem</span><span style="color: #000080;"> jak najbardziej głównym, nowoczesnym, jednocześnie autobusowym i kolejowym, do tego położonym po sąsiedzku z terenem zajmowanym przez EXPO. Trochę błądzimy, zanim znajdujemy informację turystyczną na I piętrze, nad torami kolejowymi. Strzałki prowadzące do niej znikają i pojawiają się znikąd. Państwo w informacji, bardzo życzliwi, rozbrajająco informują, że jest EXPO, jest weekend, o miejscach w hostelach możemy zapomnieć. Nawet jeśli coś znajdziemy, i tak nie będzie nas stać, bo ludzie przez EXPO zwariowali. Na kemping daleko i ciężko dojechać. Aaaacha. Czyli do Kraju Basków musimy dostać się nocą. Informacji na temat połączeń nam nie udzielą, jesteśmy na dworcu, poradzimy sobie.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Lektura ulotek kolejowych i autobusowych skutkuje wyborem połączenia. </span>Plan jest taki, żeby wyjechać o godzinie 1 w nocy <span style="color: #000080;">- do północy można zostać na wystawie &#8211; bagaże w przechowalni na dworcu &#8211; obejrzeć wszystko, a potem przespać się w autobusie i rano rześko przywitać San Sebastian. Wszystko dograne, wymyślone, tyle, że ten autobus nie jeździ w niedziele.</span> Pozostają nam jedynie wolne miejsca w autobusie odjeżdżającym o godzinie 21:00 do San Sebastian. Bierzemy i płacimy 20€ od głowy. <span style="color: #000080;">Przy okienku kasowym oglądam sobie listy gończe za członkami ETA. Młodzi ludzie mordujący innych młodych ludzi. Wyglądają zupełnie zwyczajnie, żadnych morderczych skłonności wypisanych na twarzach.</span> </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Zdajemy bagaż do przechowalni i idziemy na EXPO. Bilety na wystawę na jeden dzień dla posiadaczy kart EURO26 to 26€ (opłaca się mieć Euro26). </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Zaopatrzeni w mapę, szukamy polskiego pawilonu.</span><span style="color: #008000;"> Pani Katarzyna, <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  stojąca na bramce, ucieszyła się na kilka pytań po polsku <span style="color: #000080;">(&#8222;a jest chleb ze smalcem?&#8221;)</span><span style="color: #000080;">. Powiedziała, że opłaca się wejść, bo pawilon się podoba <span style="color: #008000;">i jest </span></span></span><span style="color: #008000;">ponoć jednym z lepszych.</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"> Z zewnątrz&#8230; hmmm&#8230; szału nie robi. Obłożony jest gałęziami, po których gdzieniegdzie ciurka woda i zazwyczaj tuż obok zlokalizowany jest rój muszek. Orzeźwienia to nie daje, muszki są wkurzające. </span><span style="color: #000080;">Nie ma na czym usiąść.</span> Mimo tego, w kolejce czeka około 200 osób. <span style="color: #000080;">Dopiero po fakcie dowiadujemy się, niemoty, iż owe gałęzie z ciurkającą wodą były nawiązaniem do tężni solankowej i dokładnie tak miało być. No, może bez muszek. </span>W kolejce ani jednego Polaka. Po około 30 minutach czekania zostajemy wpuszczeni. Przechodzimy wijącym się wśród wody chodnikiem, wysadzanym z rzadka plastikowymi kwiatkami z IKEI <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . <span style="color: #000080;">Jest pomieszczenie z wodą przelewającą się z rurek w lejeczki, kolby, pojemniczki, takie trochę perpetuum mobile i kolejne, poświęcone EURO 2012 i EuroBasketowi 2009.</span> Ostatecznie trafiamy do sali kinowej. Na trójdzielnym ekranie zaprezentowano w niej 15-minutowy film o Polsce, <span style="color: #000080;">w którym to piękny Hiszpan poznaje Syrenkę i w pogoni za nią zwiedza piękny kraj nad Wisłą. Brzmi to może naiwnie, ale </span>film jest na całkiem niezłym poziomie, <span style="color: #000080;">jest spójny, pokazuje, co mamy najpiękniejszego z dbałością o stałe odniesienia do wody. Ludzie się pozagapiali</span>. Podoba nam się, im też.<span style="color: #000080;"> Z kina wychodzimy do polskiego baru &#8211; bez chleba ze smalcem, za to z polskim piwem i pierogami. Panie Hiszpanki zachłannie rzucają się na biżuterię wysadzaną bursztynem.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Później kolejno odwiedzamy jeszcze pawilony Portugalii, Belgii (truskawki w czekoladzie i najlepsza kawa w życiu za 6€), Danii, Bułgarii, Chin. Wszędzie kicha. <span style="color: #000080;">Ludzie chodzą bez pomysłu, nie wiedzą, co oglądają. Na tym tle nasz pawilon wypada super. </span>Do namiotu Niemiec trzeba było stać 2.5 godziny (!), podobnie do Rosji i Włoch, więc olaliśmy. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Połaziliśmy jeszcze po wszystkich pawilonach tematycznych, do których udało nam się dostać wśród tłumów ludzi.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Ostatecznie EXPO 2008 pozostawia w nas mieszane uczucia. <span style="color: #000080;">Z jednej strony apele o oszczędzanie wody, zdjęcia pustyni i biednych dzieci, z drugiej placyk, na którym sprytnie zamontowane dysze wytwarzają stale mgiełkę wodną, żeby zwiedzający nie odczuli dyskomfortu. </span>Większość państw wystawiających się nie kiwnęła palcem, by coś pokazać poza promowaniem samych siebie.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Około godziny 20:00 spadamy na autobus. Odbieramy bagaże, kupujemy kanapki na drogę <span style="color: #000080;">(xar: &#8222;z czym chcesz?&#8221;, ja: &#8222;byle nie z tym jajkiem!&#8221; [tortillą], xar [po powrocie]: &#8222;masz z szynką i chyba serem.&#8221; Zaglądamy, a ten ser to obrzydliwy żółty tłuszcz od tej ich szynki. Podziękowałam.). O czasie ładujemy się na sam tył autobusu i szybko zasypiamy. </span>Po 3.5-godzinnej drodze, pół godziny po północy, </span><span style="color: #008000;">budzi nas jeden ze współpasażerów.</span><span style="color: #008000;"> Jesteśmy w San Sebastian. <span style="color: #000080;">Słodko.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #000000;">Informacje praktyczne</span></span></strong></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;">Więcej o polskim pawilonie na EXPO 2008: </span></span></p>
<ul>
<li style="text-align: left;"><a href="http://bryla.gazetadom.pl/bryla/1,85298,5172394,Polski_Pawilon_na_EXPO_2008_w_Saragossie.html" target="_blank">link</a></li>
<li style="text-align: left;"><a href="http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/35741,polski_pawilon_zajal_trzecie_miejsce_na_expo_2008.html" target="_blank">link</a></li>
<li style="text-align: left;"><a href="http://bip.parp.gov.pl/index/more/2319" target="_blank">link </a>- materiały oficjalne</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-9-segovia-saragossa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 8 &#8211; Cuenca, Segovia</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-200-dzien-8-cuenca-segovia/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-200-dzien-8-cuenca-segovia</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-200-dzien-8-cuenca-segovia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 30 Aug 2008 18:02:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[cuenca]]></category>
		<category><![CDATA[madryt]]></category>
		<category><![CDATA[segovia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=403</guid>
		<description><![CDATA[Dzień zaczyna się o 5:00 rano wrzeszczącym xarem, próbującym mnie zmotywować do wstania z łóżka i zdążenia na pociąg o 7:00. Nie ma mocnych! Wstajemy jak ludzie, koło 7:00 i decydujemy wziąć płatne dodatkowo 2€ hostelowe śniadanie. Dostajemy w zamian 2 tosty, miniaturowy dżem w pudełeczku, takież masło, lurowatą kawę rozpuszczalną oraz szklankę soku. Przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333399;">Dzień zaczyna się o 5:00 rano wrzeszczącym xarem, próbującym mnie zmotywować do wstania z łóżka i zdążenia na pociąg o 7:00. Nie ma mocnych! </span></p>
<p><span style="color: #333399;">Wstajemy jak ludzie, koło 7:00 i</span> <span style="color: #008000;">decydujemy wziąć płatne dodatkowo 2€ hostelowe śniadanie. Dostajemy w zamian <span style="color: #333399;">2 tosty, miniaturowy dżem w pudełeczku, takież masło, lurowatą kawę rozpuszczalną oraz szklankę soku.</span> Przed południem wsiadamy w pociąg do Madrytu (koszt 17€ za 2 osoby, czas podróży ok 2.5h).<span style="color: #333399;"> W międzyczasie rozważamy swoje opcje. W zależności od możliwości dojazdu z Madrytu, pojedziemy do Toledo, albo Segovii.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">W Madrycie lądujemy na stacji Atocha Renfe. Pierw na własną rękę próbujemy zorientować się w możliwościach dojazdu do wybranych przez nas miejscowości. Automaty biletowe informują nas, że do Toledo owszem, możemy się dostać &#8211; jednym z tych ich super szybkich pociągów za straszne pieniądze. xar zostawia mnie z plecakami przy bajorku pełnym żółwi i idzie szukać informacji turystycznej. Wraca z informacją, że do Segovii najlepiej pojechać autobusem. </span>W tym celu musimy przejechać kolejką na stację Principe Pio, która obsługuje ruch podmiejski. Dworzec autobusowy Principe Pio mieści się pod ziemią. Stamtąd za 14€ od naszej dwójki jedziemy do oddalonej o 87km na północny zachód od Madrytu Segovii. Dla porównania pociąg kosztowałby nas 42€.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Segovia, podobnie, jak Cuenca, wpisana została na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Znana jest przede wszystkim z okazałego rzymskiego akweduktu.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">W Segovii biuro informacji turystycznej na dworcu autobusowym nie działa. <span style="color: #333399;">Nikt na dworcu nie mówi po angielsku. Na mapie w przewodniku dworzec autobusowy zaznaczony został jedynie enigmatycznie jako kierunek. Jednym słowem: koszmar turysty lądującego z plecakiem w nieznanej miejscowości w najgorętszej części dnia.</span> <span style="color: #008000;">Decydujemy się iść z całym ekwipunkiem do głównego biura pod akweduktem. Jak się szczęśliwie okazuje, nie jest to jakoś straszliwie daleko. </span><span style="color: #333399;">Niestety, trwa sjesta i biuro jest zamknięte. Kierując się mapką i informacjami w przewodniku,</span> idziemy do najbliższego hostelu &#8211; <span style="color: #333399;">Pension Ferri przy Calle Escuderos 10</span> &#8211; niedaleko katedry. <span style="color: #333399;">Sjesta trwa w najlepsze, gdy dobijamy się do drzwi. Wychodzi do nas starsza pani prowadząca hostel. </span></span><span style="color: #008000;">Właścicielka standardowo mówi tylko po hiszpańsku. Anka w jakiś cudowny sposób rozumie, co kobiecina ma na myśli, mianowicie oznajmia nam, gdzie położy nasze paszporty oraz że mamy się wynieść następnego dnia przed 8 rano.</span><span style="color: #008000;"> <span style="color: #333399;">Pokazuje nam pokój, łazienki, na kartce papieru ustalamy cenę, na migi tłumaczy, który klucz pasuje do których drzwi i gdzie klucze zostawić, gdy będziemy rano wychodzić. </span>Za noc płacimy 28€.  Okej jesteśmy trochę zmęczeni, płacimy, przytakujemy i olewamy ją. W gruncie rzeczy pokój jest niczego sobie, wc też w miarę czyste. Problem pojawia się z prysznicem &#8211; odwieczny dylemat &#8211; zagrzybiona ściana, czy zagrzybiona zasłonka <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  <span style="color: #333399;">Oj, nie było tak tragicznie! Naszym sąsiadem był jakiś młody Hiszpan i rzeczywiście zostawił po sobie trochę nieporządek, ale myliśmy się już w dużo gorszych warunkach. Ogólnie hostel był w porządku.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Jemy, chwilę odpoczywamy i idziemy zobaczyć akwedukt &#8211; największą atrakcję miasta (<a href="http://www.panoramio.com/photo/17693339" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/6439909" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/23840188" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/28355277" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/37777" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/18844126" target="_blank">zdjęcie</a>). Zbudowany został przez Rzymian z bloków kamiennych bez użycia zaprawy. Jeszcze 100 lat temu dostarczał wodę dla miasta z prędkością 20-30 litrów na sekundę. Do czasów dzisiejszych zachował się jedynie odcinek 800m. Mieszkańcy twierdzą ponoć, że został zbudowany przez samego diabła, bo Rzymianie nie byliby w stanie zbudować czegoś tak potężnego. <span style="color: #000080;">Spacerujemy wzdłuż całego zachowanego odcinka, w pewnym miejscu po schodkach wchodzimy na górę.</span></span></p>
<p><span style="color: #000080;">Przechadzamy się wąskimi, wysoko zabudowanymi uliczkami. Trzeba przyznać, że Segovia to bardzo ładne miasto (<a href="http://www.panoramio.com/photo/18207599" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/14628958" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/26575944" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/9658046" target="_blank">zdjęcie</a>). W tym miejscu powinnam ponarzekać na zdjęcia dostępne na panoramio. Nasze były ładniejsze i diabli je wzięli. A tu w zasadzie nie ma z czego wybierać.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;"><span style="color: #000080;">Wracamy na na Plaza Mayor (<a href="http://www.panoramio.com/photo/8106243" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/5252830" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/17944818" target="_blank">zdjęcie</a>) ze słynną katedrą (<a href="http://www.panoramio.com/photo/173334" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/11772362" target="_blank">zdjęcie</a>)</span>. </span>Powoli się ściemnia, gdy idziemy zobaczyć Alcazar &#8211; zamek po przeciwnej stronie miasta <span style="color: #000080;">(<a href="http://www.panoramio.com/photo/16069580" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/5252819" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/7350470" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/37733" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/37733" target="_blank">zdjęcie</a>)</span>. <span style="color: #000080;">O tej porze (w nocy) całość jest pięknie oświetlona, ale nie udało mi się znaleźć takich zdjęć.</span> <span style="color: #000080;">Położony na wzgórzu, otoczony wysokimi murami obronnymi, z głęboką fosą, w której dużo, dużo niżej kotłowała się woda.</span> </span><span style="color: #008000;">Wielkością, <span style="color: #000080;">ozdobnością </span>i głębokością fosy robi na nas spore wrażenie <span style="color: #000080;">(<a href="http://www.panoramio.com/photo/24101278" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/12958925" target="_blank">zdjęcie</a>).</span><span style="color: #000080;"> </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Z murów z prawej strony widać wijącą się wsród sąsiednich wzgórz szosę i światła samochodów. Naszą ciekawość budzi też budowla położona w pewnej odległości od zamku, jakby strażnica (<a href="http://www.panoramio.com/photo/18812293" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/12242371" target="_blank">zdjęcie</a>). </span>Cykamy foty, ale robi się zimno, więc, <span style="color: #000080;">nastrojowymi uliczkami w stylu <a href="http://www.panoramio.com/photo/7227281" target="_blank">tej</a>,</span> wracamy na plac z katedrą. <span style="color: #000080;">K</span><span style="color: #000080;"><span style="color: #000080;">a</span>tedra w nocy wygląda prześlicznie &#8211; w zasadzie dużo lepiej niż w dzień (<a href="http://www.panoramio.com/photo/26966067" target="_blank">zdjęcie</a>, zdjęcie), podobnie jak Plaza Mayor (<a href="http://www.panoramio.com/photo/17504873" target="_blank">zdjęcie</a>).</span> Tętni tu życie nocne. Kelnerzy w smokingach, wesela itp. Oglądamy i zawijamy spać do naszej norki <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> .</span></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #000000;">Informacje praktyczne</span></span></strong></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;"><strong>Pension Ferri</strong> &#8211; Segovia, Cale Ecuderos 10. <a title="Tu" href="http://www.tripadvisor.com/Hotel_Review-g187494-d262199-Reviews-Pension_Ferri-Segovia_Castile_Leon.html" target="_blank">Tu</a> można zarezerwować pokój, zobaczyć zdjęcia i poczytać opinie na jego temat. Pokoje bardzo proste, ale czyste. Trochę gorzej z łazienkami, ale nie tragicznie. Dobre położenie &#8211; blisko Plaza Mayor i niedaleko Alcazaru.</span><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-200-dzien-8-cuenca-segovia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 7 &#8211; Walencja, Cuenca</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-7-walencja-cuenca/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-7-walencja-cuenca</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-7-walencja-cuenca/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Aug 2008 22:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[cuenca]]></category>
		<category><![CDATA[walencja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=399</guid>
		<description><![CDATA[Rano szybko się pakujemy i opuszczamy kemping w El Saler. Szkoda nam zostawiać Walencję, gdyż bardzo przypadła nam do gustu. Chcemy jednak jechać do miejscowości Cuenca. Po przyjściu na dworzec Valencia Nord zostajemy poinformowani, że pociąg odchodzi z dworca Valencia San Isidro. Dostajemy więc za darmo 2 bilety na metro (!), żeby móc się tam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Rano szybko się pakujemy i opuszczamy kemping w El Saler. Szkoda nam zostawiać Walencję, gdyż bardzo przypadła nam do gustu. Chcemy jednak jechać do miejscowości Cuenca. Po przyjściu na dworzec Valencia Nord zostajemy poinformowani, że pociąg odchodzi z dworca Valencia San Isidro. Dostajemy więc za darmo 2 bilety na metro (!), żeby móc się tam dostać. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. <span style="color: #333399;">Pani w informacji turystycznej po raz kolejny kreśli na mapce krzyżyki i tłumaczy, gdzie wsiąść, gdzie wysiąść. Mamy przejechać zieloną linią<span style="color: #333399;"> metra </span></span><span style="color: #333399;">ze stacji Bailen do Saint Isidre.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Żeby dostać się do stacji metra Bailen  trzeba przejść prawie do końca Calle de Bailen (wzdłuż torów kolejowych). </span>Po zejściu do podziemi podszedł do nas strażnik i sympatycznie poinformował po angielsku, że powinniśmy jechać zieloną linią metra (nr 5) cztery przystanki w kierunku Torrento. Metro to jeździ stosunkowo rzadko (co ok. 20 minut). Wysiedliśmy tak, jak nas poinformowano, później za strzałkami trafiliśmy na dworzec. Bilety do Cuenci kosztowały nas około 19€ za naszą dwójkę. Na pociąg czekaliśmy 1,5 godziny. Z dworca San Isidro odchodzą tylko pociągi spalinowe. Do Cuenci odchodzi ich codziennie cztery sztuki. Podróż trwa około 3,5 godziny. Pociąg przejeżdża przez dość malownicze tereny (wąwozy, zamki) zaczynające się za miejscowością Bunyol.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">W Cuence po wyjściu z dworca kolejowego, jakieś 150 metrów w lewo znajduje się informacja turystyczna, której nie było opisanej w naszym przewodniku. <span style="color: #333399;">Jest to jednak punkt sezonowy (kiosk), w którym siedzi znudzony facet, nie mówiący po angielsku.</span> Dowiadujemy się, że do dyspozycji są 2 kempingi, z czego do jednego jest dojazd busem nr 8 z przystanku na przeciwko. Problem jest taki, że odchodzą tylko 3 autobusy dziennie, a w weekendy &#8211; w ogóle. Rezygnujemy i idziemy na poszukiwania  hostelu. <span style="color: #333399;">Prowadzi nas nasz książkowy przewodnik.</span> </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Pierwszy z hosteli, najwyżej oceniony w przewodniku, znajduje się na Avenida de Republica Argentina (Pension cośtam <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ). Drzwi otworzył nam dziadek mówiący tylko po hiszpańsku. Pan zauważył, że ni cholery się nie dogadamy, więc zawołał kogoś. <span style="color: #333399;">Staliśmy w progu i czekaliśmy, z wnętrza słychać było szuranie. Myśleliśmy, że osoba, na którą czekamy, złamała nogę, czy coś. </span>Chwilę później naszym oczom ukazała się ledwo trzymająca się na nogach babcia, która przydreptała do nas z balkonikiem (!), która mówiła również tylko po hiszpańsku. <span style="color: #333399;">Nieco bardziej uchylone drzwi ukazały naszym oczom plastikowe, wyblakłe kwiatki na starodawnej szafce w przedpokoju. Państwo byli bardzo gościnni, ale my, </span>lekko zszokowani widokiem, zrezygnowaliśmy. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Następny hostel (ponoć gorszy) to Pension Central na 2 piętrze przy Alonso Chirino 7. Hostel urządzony jest w dość sporym mieszkaniu w starym budownictwie (wysoki sufit). Właścicielka również mówi tylko po hiszpańsku, ale dogadujemy się i zostajemy na jedną noc. Mamy pokój z TV, umywalką i dwoma łóżkami za 24€. Podoba nam się to, bo więcej płaciliśmy już za kemping. Hostel ma 2 czyste łazienki na korytarzu.</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #008000;">Po południu idziemy na stare miasto, które góruje nad nową częścią miasta. Wszędzie jest pod górę. Jemy posiłek w knajpce pod ratuszem (ku naszemu zaskoczeniu jeden z kelnerów mówi po angielsku). Wziąłem dziczyznę, Anka &#8211; tortillę <span style="color: #333399;">(wyglądało jak standardowa jajecznica na kiełbasie w formie naleśnika i tak też smakowało &#8211; bez szału)</span>. Do tego po małym piwie. Rachunek wyniósł nas 23€. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Wg naszego przewodnika, &#8222;&#8230;starówka Cuenci, wpisana w 1996r. na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, to jeden z najpiękniejszych średniowiecznych zespołów miejskich Hiszpanii.&#8221; (F. Dutkowski i inni, Hiszpania, przewodnik praktyczny, wyd. Pascal 2007).</span><br />
</span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">Droga na starówkę jest dobrze oznakowana i łatwo trafić do najważniejszych atrakcji. <span style="color: #333399;">Bannery na rynku informują, że miasto ubiega się o tytuł europejskiej stolicy kultury w 2016r. Tym dziwniejszy jest fakt, że </span></span><span style="color: #008000;">ciężko znaleźć kogokolwiek mówiącego po angielsku. Pracownik informacji turystycznej nawet nie za bardzo wiedział co to Poland, czy Polonia. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Ludzie są jednak bardzo sympatyczni.</span><br />
</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;"> Miasto słynie z wyrobów ceramicznych.<span style="color: #333399;"> Zwiedzamy kilka sklepików przy Plaza Mayor </span><span style="color: #333399;">(</span></span><span style="color: #333399;"><a href="http://www.panoramio.com/photo/8680282" target="_blank">zdjęcie</a>), wchodzimy też do katedry (<a href="http://www.panoramio.com/photo/10973923" target="_blank">zdjęcie</a>).</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Starówka mieści się właściwie w widłach dwóch rzek: Jucaru i Huecaru. Teren wznosi się ostro pod górę, rzeki znajdują głęboko niżej, w wyżłobionych jarach, ze starówki jest więc śliczny widok na strome zbocza gór.</span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">Idąc wzdłuż rzeki Jucar  na przeciwległym zboczu góry widzimy wykute w skale oczy patrzące na miasto -<span style="color: #333399;"> tzw. oczy Jucaru <span style="color: #333399;">(<a title="oczy Jucaru" href="http://www.panoramio.com/photo/8680333" target="_blank">zdjęcie</a></span></span></span><span style="color: #333399;">)</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">. Nie wiadomo kto i w jakim celu je tam umieścił</span><span style="color: #333399;">. Prowadzą do nich drogowskazy, są one też opisane w naszym przewodniku, natomiast niewiele na ich temat znaleźć można w internecie. </span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Z kolei na zboczu góry, od której odgradza Cuencę Huecar znajduje się górująca nad okolicą, oświetlona nocą figura Jezusa. Bardzo bystro zagadnięty </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">przeze mnie </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">pan: &#8222;Do you speak English?&#8221; &#8211; przeczący ruch głową -  &#8222;Co to jest &#8211; to tamto?&#8221; <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  odpowiedział po hiszpańsku, że figura Św. Serca Jezusa i że tam jest klasztor. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale świetnie się zrozumieliśmy <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  </span></span><span style="color: #333399;">(<a href="http://www.panoramio.com/photo/3218219" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/3453917" target="_blank">zdjęcie</a>)<br />
</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">Kierujemy się do tzw. wiszących domów <span style="color: #333399;">(</span></span><span style="color: #333399;">casas colgadas)</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">. Są to domy przylepione do klifu nad przepaścią, z pięknym widokiem na rzekę Huecar. Do dzisiejszych czasów dotrwały</span> </span><span style="color: #008000;">trzy sztuki <span style="color: #333399;">(</span></span><span style="color: #333399;"><a href="http://www.panoramio.com/photo/7152" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/13592896" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/18787203" target="_blank">zdjęcie</a>)</span><span style="color: #008000;">. W środku mieszczą się muzea i galerie. Obok wiszących domów, nad przełęczą wybudowano wiszącą na linach kładkę dla pieszych <span style="color: #333399;">- Puente de San Pablo (<a href="http://www.panoramio.com/photo/6428392" target="_blank">zdjęcie</a></span></span><span style="color: #333399;">)</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">.</span> Jest z niej świetny widok na wiszące domy <span style="color: #333399;">(<a href="http://www.panoramio.com/photo/11099853" target="_blank">zdjęcie</a></span></span><span style="color: #333399;">)</span><span style="color: #008000;">. Wieczorem skarpa, wiszące domy oraz figura Jezusa górującego nad miastem są oświetlone. </span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;">Cuenca posiada życie nocne. Ludzie gromadzą się w barach i pubach zarówno na starym jak i nowym mieście. Nie mamy jednak siły by im potowarzyszyć. Już po zmroku wracamy do hostelu i padamy do łóżek.</span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Nikt z naszych znajomych nigdy nie słyszał o Cuence, a szkoda, bo miasteczko było bardziej interesujące, niż niejedna rozreklamowana atrakcja turystyczna.</span><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-7-walencja-cuenca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 6 &#8211; Walencja</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-6-walencja/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-6-walencja</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-6-walencja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Aug 2008 22:14:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[walencja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=381</guid>
		<description><![CDATA[Budzimy się i &#8211; o zgrozo &#8211; dalej śmierdzimy pomidorami! Zapach wgryzł się nam w ciała i włosy na dobre. Jedziemy do miasteczka nauki i sztuki w dawnym korycie Turii. Wysiadamy z naszego żółtego metrobusa na przystanku na Av. del Saler &#8211; obok mostu w kształcie harfy i centrum handlowego. Wstępujemy na zakupy (śniadanie!) do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #003366;">Budzimy się i &#8211; o zgrozo &#8211; dalej śmierdzimy pomidorami! Zapach wgryzł się nam w ciała i włosy na dobre.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Jedziemy do miasteczka nauki i sztuki w dawnym korycie Turii. Wysiadamy z naszego żółtego metrobusa na przystanku na Av. del Saler &#8211; obok mostu w kształcie harfy i centrum handlowego. Wstępujemy na zakupy (śniadanie!) do Carrefoura. W ramach degustowania lokalnych smakołyków kupujemy m. in. litrową butelkę orszady, która ma być orzeźwiającym cud-napojem. <span style="color: #003366;">Mnie odrzucił już sam zapach migdałów</span><span style="color: #003366;">, dla xara</span> pierwsze 5 łyków było nawet smaczne, ale ostatecznie ledwo wmuszam w siebie litr płynu o konsystencji mleka. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">W punkcie informacyjnym w centrum handlowym kupujemy bilety do oceanarium <span style="color: #003366;">(Oceanografico)</span> i muzeum nauki <span style="color: #003366;">(Museo de las Ciencias Principe Felipe)</span>. Kosztuje nas to około 25€ od łebka. Dowiadujemy się, że oceanarium zwiedza się około 3h, natomiast muzeum &#8211; 4h. Obie atrakcje są otwarte od godziny 10:00. Oceanarium zamykane jest o 21:00, zaś muzeum o 24:00. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;">Czekając na 10:00 zwiedzamy miasteczko z zewnątrz. Jest ono niezwykle ciekawe z architektonicznego punktu widzenia. Organiczne kształty budynków przypominają trochę szkielety</span><span style="color: #003366;"> i muszle zwierząt <span style="color: #333399;">(<a href="http://static.panoramio.com/photos/original/10817367.jpg" class="lightview" rel="gallery['381']" target="_blank">zdjęcie</a></span></span></span><span style="color: #333399;">, <a href="http://www.panoramio.com/photo/17406232" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/138680" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/17747605" target="_blank">zdjęcie</a>)</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na początek udajemy się do oceanarium <span style="color: #333399;">(</span></span><span style="color: #333399;"><a href="http://www.panoramio.com/photo/14313671" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/11503486" target="_blank">zdjęcie</a>)</span><span style="color: #008000;">. Na wstępie skanowanie bagaży jak na lotnisku. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Sam obiekt jest rewelacyjny. Cykamy foty fokom, pingwinom, morsom, ptactwu i rekinom.. Idziemy też na pokaz delfinów. Trzeba na niego przyjść około 30-40 minut wcześniej, gdyż miejsca szybko się kończą. Show jest wyborne, delfiny nieźle się bawią podczas niego. Nawet po zakończeniu przedstawienia podpływają, skaczą, ochlapują publikę. Wydaje się, że sprawia im to niebywałą radochę.<span style="color: #003366;"> Świetne są też lwy morskie &#8211; wielkie, ociężałe na skałach, a w wodzie mistrzowie zręczności.W podmorskim tunelu nie wiemy, w którą stronę patrzeć. Tu żółw, tam rekin, tu pani &#8211; nurek czyści szyby. Stoisz, wznosisz okrzyki i zastanawiasz się, gdzie jest Nemo <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Szałowe jest podświetlane na niebiesko akwarium z meduzami. Majestatycznie przepływające przed okrągłą szybą biało fosforyzujące na tle niebieskiej wody zwierzęta non stop mają widownię.<br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Oceanarium, oprócz pokazywania zwierząt ma też funkcję edukacyjną &#8211; dokształca ludzi w jaki sposób mogą działać by uchronić gatunki przed wymieraniem.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Idziemy do muzeum. Ponowne skanowanie bagaży, depozyt do dyspozycji. W muzeum nie wiemy za bardzo czego się spodziewać. Nauczony, jak wyglądają muzea w Polsce, jestem nieco niechętny wchodzeniu tam w ogóle. No ale skoro mamy już bilety&#8230; Ku mojemu zdziwieniu wystawy w niczym nie przypominają spotykanych w polskich muzeach. Wszystko jest interaktywne. Można dotknąć, pomacać, przetestować. <span style="color: #003366;">Zabawa jest wspaniała!</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na początek trafiamy na wystawę dotyczącą ergonomii, wygody życia i dbania o zdrowie. <span style="color: #003366;">Sprawdzamy swoją równowagę i refleks, ciepłotę swoich pośladków <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  i dowiadujemy się, który typ siedzenia jest dla nas najlepszy, jak powinny być zorganizowane poszczególne pomieszczenia w domu i biurze. </span></span><span style="color: #008000;">Badamy swoją zdolność wyskoku i ścisku dłoni. Dalej uczymy się, jak powinniśmy nosić ciężkie przedmioty, by nie nabawić się urazu kręgosłupa. Dowiadujemy się także stopę, o jakim profilu posiadamy oraz czy mamy prawidłową postawę.</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;"> </span> Jesteśmy miło zaskoczeni. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Następnie idziemy na wystawę statków. Tu również możemy napisać (właściwie dopisać, bo jest ich cała ściana) przysłowie żeglarskie występujące w naszym kraju, nauczyć się stron świata, nazw części statku, pokazywania chorągiewkami liter i znaków, poprzez podnoszenie ciężkiej kotwicy testujemy dostępne kołowrotki i występujące w nich przełożenia. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Później idziemy na wystawę bohaterów komiksów Marvella. <span style="color: #003366;">Sprawdzamy, jak działa mózg Hulka i co doprowadza go do szału.</span> Dowiadujemy się o wytrzymałości sieci pająka i </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;">wspinamy się po ściance</span></span><span style="color: #008000;">. Badamy, ile decybeli ma nasz krzyk (mój 103 <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ) &#8211; <span style="color: #003366;">drzemy się, ile sił w płucach &#8211; radocha niesamowita. Sprawdzamy, które części ciała są najzimniejsze, a które najcieplejsze. Bawimy chwytakami doctora Octopusa i próbujemy zawiązać przy ich pomocy sznurowadło. Sprawdzamy, czy jesteśmy mutantami (xar jest ;p).</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;">Między jedną wystawą a drugą obserwujemy wahadło Foucaulta i podwójną helisę DNA<span style="color: #333399;"> (</span></span></span><span style="color: #333399;"><a href="http://www.panoramio.com/photo/1750462" target="_blank">zdjęcie</a>)</span><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;"><span style="color: #333399;">.</span><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Kolejną na cel wybieramy wystawę urządzeń. Dość ciekawie dowiadujemy się jak można rysować palcem po piasku rozsypanym na obracającej się płytce, za pomocą szyby i regulacji jasności światła sprawdzać jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. <span style="color: #003366;">Jest to jeden wielki eksperyment. Tu laser i zakrzywianie światła, tam magnetyzm..</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Piętro wyżej jest wystawa poświęcona eksploracji kosmosu.<span style="color: #003366;"> Ta akurat jest statyczna, nie mamy na nią siły.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"> Trafiamy na wystawę o <span style="color: #003366;">ciele kobiety i zmianom, jakim podlega ono z wiekiem.</span> Poznajemy (przynajmniej ja <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' /> ) wszystkie stadia jej rozwoju i czym różni się od mężczyzny. Furorę robi możliwość wejścia do macicy (!). Wystawa robi na nas wielkie wrażenie. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Wychodząc z wystawy, obserwujemy przygotowania do jakiegoś przyjęcia, które odbędzie się w gmachu muzeum. Widzimy próbę generalną przedstawienia flamenco. Opuszczając budynek widzimy, że do wejścia ustawione są pochodnie. <span style="color: #333399;">Same budynki są podświetlone (<a href="http://www.panoramio.com/photo/17737158" target="_blank">zdjęcie</a></span></span><span style="color: #333399;">).</span> <span style="color: #008000;">Nie mamy czasu czekać, żeby zobaczyć jakie sławy się pojawią. Lecimy na ostatnie zakupy do Carrefoura i na autobus na kemping. Odchodzi on z nieoznakowanego przystanku na przeciwko Carrefoura. Mniej więcej 10 metrów przed światłami. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;">Dzień był niezwykle interesujący i pełen wrażeń.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-6-walencja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 5 &#8211; Tomatina, Walencja</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-5-tomatina/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-5-tomatina</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-5-tomatina/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Aug 2008 22:34:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[bunyol]]></category>
		<category><![CDATA[tomatina]]></category>
		<category><![CDATA[walencja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=375</guid>
		<description><![CDATA[Wstajemy o 7 rano. Ubieramy się w jednorazowe ciuchy przygotowane specjalnie na tę okazję. Zabieramy ze sobą tylko kilkanaście euro, okularki pływackie oraz aparat opakowany w wodoszczelne opakowanie. Na nogi zakładamy klapki, ale widzimy, jak Australijczycy przyklejają sobie klapki taśmą klejącą do stóp &#8211; sprytne.  Tak naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać. Niektórzy szykują się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Wstajemy o 7 rano. Ubieramy się w jednorazowe ciuchy przygotowane specjalnie na tę okazję. Zabieramy ze sobą tylko kilkanaście euro, okularki pływackie oraz aparat opakowany w wodoszczelne opakowanie. Na nogi zakładamy klapki, ale widzimy, jak Australijczycy przyklejają sobie klapki taśmą klejącą do stóp &#8211; sprytne.  <span style="color: #003366;"><span style="color: #333399;">Tak naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać. Niektórzy szykują się, jak na wojnę.</span><br />
</span> </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Autobusy przyjeżdżają o czasie. Jest ich kilka, ale już na pierwszy rzut oka widać, że nie wszyscy się zmieszczą. Nasi fanatycy mają na szczęście swój środek transportu. </span>Droga do Bunyolu przebiega spokojnie, autostrada do samego miasteczka. <span style="color: #333399;">Trzeba przyznać Hiszpanom &#8211; drogi mają fantastyczne. </span>Tuż przed zjazdem z autostrady tworzą się korki, ruchem kieruje policja. Całe centrum miasta zamknięte dla ruchu samochodowego. Wysadzają nas jakieś 400 m od miejsca walki. Standardowo podążamy za tłumem <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na miejscu kilkadziesiąt tysięcy ludzi ludzi. <span style="color: #333399;">Policja i wolontariusze sprawdzają, czy nie wnosimy przedmiotów mogących zrobić komuś krzywdę. Zabierają nam korek od butelki z wodą. Utykamy w tłumie w wąskiej uliczce kawałek od placu boju. Ludzi ciągle przybywa.</span> Budynki opakowane dokładnie foliami i dyktami. Jest ukrop. Mieszkańcy okolicznych bloków polewają tłum wodą. Tłum reaguje entuzjazmem. Umawiamy się gdzie się spotkamy w razie zgubienia w tłumie (jest to dość ważne). Czekając na wjazd ciężarówek z pomidorami poznajemy Czecha i Czeszkę. Ucinamy sobie krótką pogawędkę &#8211; <span style="color: #333399;">głównie po angielsku i na migi. Trochę głupio nie znać języka sąsiadów.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Równo w południe słyszymy dźwięk syreny, oznajmiający początek walki. <span style="color: #333399;">Wszyscy zaczynają przepychać się w stronę placu.</span> Po chwili pojawia się pierwsza ciężarówka. Okazuje się, że jest już pusta. Jedzie druga &#8211; też pusta. <span style="color: #333399;">Ludzi nie ubywa, a ciężarówki muszą przejechać. Zostajemy prawie wgnieceni w ścianę budynku.</span> Decydujemy się ruszyć głębiej w tłum <span style="color: #333399;">w nadziei na pomidory i odrobinę miejsca. </span>I tu zaczynają się problemy. Ludzie przepychają się niemiłosiernie. Jest gorzej, niż pod sceną na koncercie rockowym. Brodząc po kostki w pomidorowej mazi ledwo utrzymujemy równowagę. Co chwilę gubimy klapki, by za chwilę jednak je znaleźć. Prócz pomidorów, w powietrzu latają też mokre szmato-koszulki. Ledwo jest czym oddychać. <span style="color: #333399;">Ludzie się przewracają i tratują. Jeśli ktoś nie pomoże ci szybko wstać, ktoś inny przelezie po tobie i nawet nie zauważy. Jest ślisko od przecieru pomidorowego i coraz bardziej niebezpiecznie.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;"> Ostatecznie zostajemy zepchnięci do bocznej uliczki. Tam jest spokojniej. Tłum nie napiera ze wszystkich stron, <span style="color: #333399;">można się schylić po amunicję <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </span> Rzucamy się świeżo wyprodukowanym keczupem, <span style="color: #333399;">smarujemy mazią wszystkich dookoła &#8211; wet za wet <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  </span>Na ziemi pełno śmieci. Klapki, koszulki, butelki. <span style="color: #333399;">Trzeba uważać, jak się staje. Mokre, upaćkane koszulki latają w powietrzu.</span> Okulary do pływania zdają egzamin, <span style="color: #333399;">mimo, że gubię jedno szkło kontaktowe. </span>Po około 2h od rozpoczęcia słychać wystrzał oznaczający koniec wojny. W sumie naliczyliśmy około 6 ciężarówek pełnych pomidorów. <span style="color: #333399;">Robimy sobie pamiątkowe zdjęcia aparatem w wodoszczelnym pokrowcu, obok nas przechodzi facet, gadający do adidasa, którego trzyma przy twarzy. W środku ma komórkę. xar zatrzymuje go i pyta, czy może mu zrobić zdjęcie. Facet do komórki: &#8222;czekaj, jakiś koleś chce mi zrobić zdjęcie!&#8221;. Pozuje chwilę i odchodzi rozmawiając dalej. Ktoś inny robi zdjęcia lustrzanką zapakowaną w kurtkę tak, że tylko obiektyw lekko wystaje przez rękaw. Jest cały w pomidorach, nie wiem, jakim cudem udało mu się nie upaćkać i nie zgubić aparatu. Tłum śpiewa i wiwatuje. xar kręci filmiki.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Powrót na główny plac miasta sprawia nam trochę problemów. Błądzimy, <span style="color: #333399;">do tego ja bez soczewki prawie nie widzę na jedno oko.</span> Jako, że jestem tam jednym z najwyższych to raz po raz obrywam mokrą szmatą przez plecy. Trafiamy na kran z wodą <span style="color: #003366;">(<span style="color: #333399;">Fontanna del Republica</span>)</span>. Myjemy twarz i wychodzimy na rynek. Okazuje się, że straż i mieszkańcy już czyszczą miasto, żeby pomidory nie zaschły na elewacjach. Korzystamy z orzeźwiającego prysznica pod szlauchem strażackim. Mur stworzony z policjantów wzajemnie trzymających się za ramiona wypycha cały tłum na rynek. Idziemy z falą, rzucając się pozostającymi na ulicach resztkami. Oczywiście dostaje z każdej strony kolejnymi szmatami w pysk. Na rynku kupujemy piwo, domowego wyrobu sangrię i  kanapki i próbujemy wyschnąć w słońcu na schodach. <span style="color: #333399;">Poniżej śmiałkowie na golasa kąpią się w fontannie (damn it! nie ma zdjęć! <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ).</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Około godziny 14 wracamy śmierdząc niemiłosiernie na kemping.<span style="color: #333399;"> Atmosfera w autobusie jest ciężka. Pomidory na nas zaczęły już fermentować w słońcu i nawet klimatyzacja nie daje rady. Całe szczęście, że nie pojechaliśmy pociągiem z Walencji.</span> Wszystkie ciuchy, jakie mieliśmy są do wyrzucenia.<span style="color: #003366;"> <span style="color: #333399;">Na kempingu jesteśmy pierwsi &#8211; przed fanatykami, więc wszyscy wysypują się z autobusu, dobiegają do namiotów, biorą mydła, szampony, ręczniki i biegną pod prysznic. Mimo dość długiego moczenia &#8211; śmierdzimy dalej.</span></span> </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Jest wcześnie, więc jedziemy do Walencji. <span style="color: #333399;">Wysiadamy z autobusu na Av. Jacinto Benavente, tuż za Puente de Angel Custodio i schodzimy do dawnego koryta Turii.</span> Jest śliczne. Jeden wielki i zadbany park. Fontanny, korty, boiska, rewelacja. Zauważamy, że nie ma żadnych ławek. Ludzie siadają na trawie gdzie akurat jest cień. <span style="color: #333399;">Wiele osób biega &#8211; nawet w tym upale. Inni spacerują z psami. </span>W parku są też źródełka z pitną wodą. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #003366;"><span style="color: #333399;">Doliną Turii idziemy aż do Puente de Serranos. Potem wychodzimy na powierzchnię i oglądamy Torres de Serranos</span> </span>- dobrze zachowaną wieżę obronną.  Jesteśmy koszmarnie głodni. <span style="color: #333399;">Kierując się szlakiem pałaców zaznaczonych na planie, dochodzimy do Plaza de la Virgen. </span>Siadamy w restauracji na placu i zamawiamy paellę  i fidueę z rakiem, muszlami, krewetką i kurczakiem. <span style="color: #333399;">To, co wjeżdża na nasz stół odbiega od naszych wyobrażeń. Jest zeschnięte, bez smaku i szału nie robi. Upieczenie tej jednej krewetki w pancerzu nie ułatwia sprawy. Jak to się elegancko je?! xar straszy mnie rakiem. </span>Mamy niezły ubaw, ale inni ludzie spoglądają na nas z rosnącym zainteresowaniem i jesteśmy traktowani jak lokalna atrakcja turystyczna. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #333399;">Zmęczeni, wracamy na kemping.</span><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-5-tomatina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 4 &#8211; Walencja</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-4-walencja/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-4-walencja</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-4-walencja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Aug 2008 20:43:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[walencja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=367</guid>
		<description><![CDATA[Rano pakujemy się i zwijamy z kempingu. Mocząc nogi w morzu drepczemy plażą w stronę stacji kolejowej. Dojeżdżamy do Tarragony i przesiadamy się w pociąg do Walencji. Pociąg do Walencji przyjechał o czasie. Podróż, upłynęła spokojnie, zjedliśmy szybkie śniadanie. Lądujemy na dworcu Walencja Nord. Odnajdujemy informację turystyczną (zdania są podzielone: była po lewej, czy po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Rano pakujemy się i zwijamy z kempingu. Mocząc nogi w morzu drepczemy plażą w stronę stacji kolejowej. <span style="color: #000080;">Dojeżdżamy do Tarragony i przesiadamy się w pociąg do Walencji. </span>Pociąg do Walencji przyjechał o czasie. Podróż, upłynęła spokojnie, zjedliśmy szybkie śniadanie. Lądujemy na dworcu Walencja Nord. <span style="color: #000080;">Odnajdujemy informację turystyczną (zdania są podzielone: była</span> po lewej, <span style="color: #000080;">czy po prawej?)</span> czynną do godziny 19. <span style="color: #000080;">Tuż obok na całe szczęście jest kilka rzędów ławek, na które my i mnóstwo innych osób zwalamy bagaże. W informacji tłok, </span></span><span style="color: #000080;">z okazji Tomatiny mają pełne ręce roboty &#8211; do miasta ściągają tłumy i wszyscy biegną najpierw do informacji turystycznej. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">xar zostaje z bagażami w towarzystwie polskiej pary &#8211; wymieniają się wiadomościami, ja wbijam się do środka. </span></span><span style="color: #000080;">Osoby obsługujące ledwo zdążają wziąć oddech między jednym petentem a drugim.</span><span style="color: #008000;"> Całe szczęście dobrze mówią po angielsku.  <span style="color: #000080;">Nikt nie panuje nad ilością ulotek, które po rozłożeniu znikają z półek w błysku oka, chwytam więc ulotkę z kempingami i mapkę, na której pani szybkimi ruchami zaznacza skąd odjeżdża autobus i zapisuje jego przystanek końcowy.</span> Dostajemy namiar na kempingi Coll Vert  i Devesa Gardens w El Saler. Jedzie się tam żółtym metrobusem <span style="color: #000080;">z przystanku na rogu Gran Via Germanias i Sueca. Bilet kosztuje 3,30€ &#8211; płatne kierowcy. Trasa na kemping nie jest skomplikowana: Gran Via Germanias i Gran Via del Marquez del Turia do koryta Turii, po lewej mijamy wszystkie te nowoczesne cuda w postaci Palau de les Arts, L&#8217;Hemisferic, Museu de les Ciences i most w kształcie harfy i wpadamy na Autopistę del Saler.<br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na kempingu od razu decydujemy się zostać na dwie noce, przy czym za każdą płacimy około 20€. Pani w recepcji informuje nas jednak, że na kempingu jest około 150 Australijczyków (przyjechali podobnie jak my na Tomatinę) i że w nocą może być nieco głośno. Dowiadujemy się, że jest organizowany na jutro wyjazd do Bunyolu na Tomatinę. Odjazd spod kempingu i powrót na kemping specjalnym autobusem. Koszt około 36€ za naszą dwójkę. Wieczorem jedziemy do Walencji pozwiedzać.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Kemping Coll Vert jest klasy 2. Łazienki w miarę czyste choć pod prysznicami jest małe ciśnienie wody co nieco irytuje. Oprócz tego na kempingu jest basen i supermarket. Do centrum odchodzą co pół godziny autobusy. Zatrzymują się na przeciwko wejścia do kempingu (pomimo, że nie ma przystanku). Do centrum jedzie się również około pół godziny.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-4-walencja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 3 &#8211; Tarragona, Port Aventura</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-3-tarragona-port-aventura/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-3-tarragona-port-aventura</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-3-tarragona-port-aventura/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Aug 2008 10:06:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[port aventura]]></category>
		<category><![CDATA[salou]]></category>
		<category><![CDATA[tarragona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[Decydujemy się zostać na kempingu drugą noc. Problem jest taki, że nasze obecne miejsce jest już zarezerwowane.  Za kolejną noc płacimy już &#8222;tylko&#8221; 36€, gdyż jest to akurat pierwszy dzień tańszego sezonu. xar załatwia formalności, a potem wybieramy się na zakupy do kempingowej piekarni (nie ma to jak świeżutkie, chrupiące bagietki i jeszcze ciepłe croissanty) [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Decydujemy się zostać na kempingu drugą noc. Problem jest taki, że nasze obecne miejsce jest już zarezerwowane.  Za kolejną noc płacimy już &#8222;tylko&#8221; 36€, gdyż jest to akurat pierwszy dzień tańszego sezonu. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">xar załatwia formalności, a potem wybieramy się na zakupy do kempingowej piekarni (nie ma to jak świeżutkie, chrupiące bagietki i jeszcze ciepłe croissanty) oraz kempingowego super-samu (sok, jogurty, owoce itd.).  Taka tam odrobina luksusu. </span></span><span style="color: #008000;">Przenosimy namiot, jednak robimy to bez składania go, co wzbudza powszechne zdziwienie mijających nas ludzi. <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Informacja turystyczna na kempingu działa o niebo sprawniej, niż ta w mieście.</span> Dowiadujemy się, jak się dostać do Tarragony. Mianowicie trzeba wyjść na plażę, skręcić w lewo i iść wzdłuż brzegu około 20 minut do miejscowości Altafulla. Za pierwszym jej domem skręcić w głąb lądu, wejść na wiadukt nad torami, z którego następnie trzeba zejść na dworzec kolejowy (właściwie przystanek, bo nie uświadczymy tam żadnych kas sprzedających bilety). <span style="color: #000080;">Brzmi skomplikowanie, ale trafiliśmy bez większych problemów za pierwszym razem. Uwaga na peronie &#8211; jeśli usłyszycie podjeżdżający pociąg nie wychylajcie się za bardzo </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">- pociągi towarowe rozwijają tam zadziwiające prędkości</span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">, nawet na zakrętach. Takie towarowe rozpędzone TGV, niezwalniające przy wjeździe na stację, zdmuchnie Was z łatwością. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Jedziemy do Port Aventura &#8211; największego parku rozrywki w okolicy. <span style="color: #000080;">Informacje o nim zebraliśmy już w Polsce (dzięki, Piotruś!), inaczej pewnie ominęlibyśmy go, nie wiedząc, co tracimy.</span> W pociągu nie szukamy konduktora, pani w informacji turystycznej na kempingu powiedziała, że jak przyjdzie sam &#8211; to spoko, powiemy, gdzie wsiedliśmy i czego potrzebujemy. Tak też robimy i zaoszczędzamy w ten sposób trochę na przejazdach.</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Z pociągu wysiadamy na stacji Port Aventura <span style="color: #000080;">(stacja przed właściwym Salou)</span> i podążamy głównym deptakiem za tłumem. Dniowe wejście do parku rozrywki dla naszej dwójki to 84€. Za dodatkową opłatą można kupić bilety Express, które umożliwiają wejście na atrakcje z uprzywilejowanej kolejki, gdzie czeka się zazwyczaj maksymalnie 15 minut. <span style="color: #000080;">Jedną z części Port Aventura &#8211; osobno płatną &#8211; jest Caribe Aquatic Park. Można wykupić bilet łączony na obie te atrakcje, jednak słusznie podejrzewamy, że nie starczy nam czasu na obejście jednej, choć nie ukrywam &#8211; przy panującej temperaturze (ze 35 stopni w cieniu) &#8211; kąpiel kusi. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Cały park podzielony jest na sektory, odpowiadające różnym częściom świata: jest część poświęcona rejonowi Morza Śródziemnego, Polinezji, Chinom, Meksykowi i Dzikiemu Zachodowi. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na terenie parku jest mnóstwo knajp i sklepów z różnoraką tandetą. Wart uwagi jest fakt, że w łazienkach są specjalne krany do uzupełniania butelek z wodą pitną za darmo. My trafiliśmy na straszliwie prażące słońce, więc naszą butelkę uzupełnialiśmy tam kilkukrotnie. Warto wziąć ze sobą jakieś jedzenie. Kanapki na miejscu kosztują 4€, cola &#8211; dalsze 5</span><span style="color: #008000;">€</span><span style="color: #008000;">.</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Pierwszą czynną atrakcją, która przykuwa naszą uwagę jest Tutuki Splash &#8211; ludzie w łódkach &#8211; wszyscy, jak jeden, z aparatami fotograficznymi w ręku &#8211; wciągani są na wzniesienie i z niego spuszczani w dół &#8211; lądują w wodzie przy solidnym rozbryzgu, który przemacza do suchej nitki ich i ich aparaty. Zniechęca nas kolejka, idziemy dalej. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Na kolorowej, choć mało czytelnej mapce jedna z atrakcji rzuca się od razu w oczy &#8211; olbrzymi rollercoaster umieszczony w chińskiej części miasteczka. </span>Na początek decydujemy się przejechać rollercoasterem, w sumie pierwszy raz w życiu. Idziemy od razu na największy &#8211; Dragon Khan. Kolejki długie, czekamy ponad godzinę. Przejażdżka fajna, obojgu <span style="color: #000080;">(?!)</span> nam się podobało (sławne &#8222;xaaaaaaarr ja Ciiię zabiiiiijęęę!!!&#8221; podczas zjazdu w dół <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ). <span style="color: #000080;">Krzyczeli wszyscy &#8211; żeby nie było, że tylko ja ;p Mój lęk wysokości został wystawiony na wielką próbę, chyba temperatura i słońce rzuciły mi się na mózg, że w ogóle się zgodziłam wsiąść do tego wagonika.</span> <span style="color: #000080;">W sumie najgorszy wcale nie był spadek w dół, pomijając fakt, że ciężko nabrać powietrza ze względu na pęd. Najbardziej nieprzyjemne było okręcanie wokół osi toru. </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Wysiedliśmy na gumowych nogach, wszyscy jak jeden z kretyńskimi uśmiechami na twarzy, każdy z pełnym zrozumieniem patrzący na pozostałych.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">W trakcie przejazdu automat cyka fotki każdemu wagonikowi, a następnie w budce przy wyjściu można zamówić odbitki. Wzieliśmy sobie naszą z wysyłką na maila. Zapłaciliśmy 5€, a fota do dziś nie przyszła niestety. Dlatego też polecam kupowanie jednak papierowych odbitek.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Później Anka przejechała się jeszcze karuzelą łańcuchową <span style="color: #000080;">usytuowaną po sąsiedzku </span><span style="color: #000080;">(smak dzieciństwa)</span><span style="color: #000080;">. Dalej &#8211; zupełnie przez przypadek &#8211; wpakowaliśmy się do pawilonu chińskiego i obejrzeliśmy Fantasia Magica de China &#8211; pokaz &#8222;czarów&#8221; z bańkami mydlanymi, przeznaczony głównie dla dzieci; xar był znudzony, mi się podobało.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Ponieważ przy Dragon Khanie wszystkie pomniejsze rollercoastery napotkane po drodze nie robiły już na nas jakoś wrażenia &#8211; dotarliśmy do Meksyku, nad którym góruje wieża Hurakan Condora.</span> W skrócie jest to wieża, na którą wyciągane są osoby na wysokość 100m, u góry fotka i spadek swobodny w dół. Całkiem przyjemne <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Najgorszy moment to samo wyciąganie, gdyż jest wolne, wieża się trochę chwieje, ale z góry widać piękną panoramę. Jako że automat do wysyłania fot na maila w tym miejscu był uszkodzony wziąłem odbitkę papierową. Wykonywana jest od ręki na miejscu, koszt 7€. <span style="color: #000080;">Na fotce &#8211; wszyscy z przerażeniem patrzą w dół, tylko mój brat szczerzy się do aparatu z miną psychopatycznego, seryjnego mordercy ;&gt;</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Wiele atrakcji jest zamkniętych, np. Templo del Fuego, FiestAventura. Nie wiemy nawet, czy warto do nich wejść, ponieważ na mapce nie ma żadnego opisu. Kolejki często odstraszają, czekanie przez godzinę lub dłużej do czegoś, co nie wiadomo, czym jest, zniechęca nas. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Trafiamy do El Diablo. Tę kolejkę polecił nam Piotrek, jest w większości drewniana, drewno skrzypi, rusza się, co dodaje smaczku. Kolejka urządzona jest na kształt starej kopalni, bardzo klimatyczna, podobało nam się.<br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Kolejną atrakcją jest rollercoaster Tomahawk, na który dostaliśmy się w zasadzie przez przypadek (sądziliśmy, że kolejka jest do innej atrakcji). Czekaliśmy w kolejce kolejne 45 minut. Sam Tomahawk jest krótkim, drewnianym jednak bardzo treściwym i trzeszczącym rollercoasterem. Wagoniki są jednoosobowe i w trakcie przejazdu trzeba się trzymać <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Próbowaliśmy pojechać jeszcze Stampidą, jednak długość kolejki nieco nas przeraziła, a byliśmy już zmęczeni po całym dniu na słońcu. <span style="color: #000080;">Przeszliśmy się uliczkami Dzikiego Zachodu, cyknęliśmy obowiązkowe fotki z pętlą wisielca na szyi. </span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Na koniec skorzystaliśmy jeszcze z Grand Canyon Rapids. Jest to spływ pontonowy. Trochę zwątpiliśmy, gdy zobaczyliśmy ludzi ubierających się w płachty przeciwdeszczowe, w końcu mieliśmy ze sobą lustrzankę, która, bądź co bądź, za wodą nie przepada. Spływ był jednak bardzo przyjemny, <span style="color: #000080;">dokoptowano nas do jakichś obcojęzycznych, ale bardzo miłych ludzi, wszyscy się mocno śmialiśmy.</span> Trochę nas ochlapało, ale ubieranie płacht przeciwdeszczowych to spora przesada.</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Po powrocie na kemping czekała na nas kartka, że nie należy rozwieszać prania w obrębie parku. Było nam wszystko jedno.</span><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-3-tarragona-port-aventura/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 2 &#8211; Tarragona</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-2-tarragona/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-2-tarragona</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-2-tarragona/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Aug 2008 22:16:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[tamarit]]></category>
		<category><![CDATA[tarragona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=283</guid>
		<description><![CDATA[Rano, po niespiesznym śniadaniu, podejmujemy decyzję, że wynosimy się z Cadaques i jedziemy na południe, więc wracamy do Figueres. Autobus odchodzi o 10:25, mamy bardzo mało czasu. Szybkie pakowanie, dobiegamy na dworzec w ciągu 15 minut i widzimy, jak nasz autobus właśnie odjeżdża. Jesteśmy wściekli, że tak niewiele nam zabrakło. Nagle tuż obok nas zaczynają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #008000;">Rano, <span style="color: #000080;">po niespiesznym śniadaniu, podejmujemy decyzję, że wynosimy się z Cadaques i jedziemy na południe</span>, więc wracamy do Figueres. <span style="color: #000080;">Autobus odchodzi o 10:25, mamy bardzo mało czasu.</span> Szybkie pakowanie, dobiegamy na dworzec w ciągu 15 minut i widzimy, jak nasz autobus właśnie odjeżdża. Jesteśmy wściekli, że tak niewiele nam zabrakło. Nagle tuż obok nas zaczynają machać na niego  jakieś dziewczyny. Nie widzimy większych szans na powodzenie, ale machamy z nimi. Autobus się zatrzymuje, kierowca jest wściekły, marudzi, że on nie może tutaj stać, że policja go złapie (we Włoszech się jakoś nie przejmowali..). <span style="color: #000080;">Jedna z dziewczyn puszcza do nas oko, rozumiemy, że to taki rytuał. Kierowca macha rękoma, gada i gada, ostatecznie, na nasze błagalne &#8222;please&#8221;</span>, otwiera luki bagażowe, pakujemy rzeczy i szczęśliwi wydajemy kolejne 9€ od głowy na bilet do Figueres. <span style="color: #000080;">Mieliśmy duże szczęście &#8211; następny autobus za 2 godziny.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Decydujemy, że jedziemy do Tarragony. </span><span style="color: #000080;">W Figueres okazuje się, że nie ma bezpośredniego połączenia, musimy najpierw złapać pociąg do Barcelony za niecałą godzinę, o 12:03.  W Barcelonie jesteśmy o 13:46, w biegu kupujemy bilety, okazuje się, że pociąg do Tarragony odjeżdża za parę minut. Zdążamy.</span><span style="color: #008000;"> Czas podróży to ok <span style="color: #008000;">1,5 godziny.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Przy wyjściu z dworca w Tarragonie łapiemy <span style="color: #000080;">podejrzanie wyglądającego, dość zaniedbanego i bezzębnego gościa (ochroniarza? sprzątającego? &#8211; xar twierdzi, że policjanta&#8230;)</span> z pytaniem gdzie znajdziemy informację turystyczną. <span style="color: #000080;">Ku naszemu zdziwieniu, facet mówi po angielsku &#8211; z dziwnym trochę akcentem, ale płynnie tłumaczy nam, jak iść. </span>Na prawo od dworca wzdłuż brzegu morza, obok ronda schodami do góry, do końca ulicą, gdy będzie ona zakręcać w lewo idziemy nią nadal aż dojdziemy do skrzyżowania. Po prawej stronie będzie kabina IT. <span style="color: #000080;">Jest upał, zaczęła się sjesta. Znajdujemy te schody i wyrywa nam się jęk na widok wysokości, na którą musimy się wspiąć, co kwitują śmiechem 2 starsze kobiety, które choć bez plecaków też mają trudność w ich pokonaniu. Upewniamy się, czy jesteśmy na dobrej drodze. Chwilę ze sobą konferują po hiszpańsku i kiwają głowami. Wspinamy się dalej.<span style="color: #000080;"> </span></span><span style="color: #000080;">Jesteśmy na Baixada de Toro. Widok z góry jest oszałamiający, zamiast jednak podziwiać wciąż pniemy się pod górę stromą uliczką. Mijamy Rambla Nova i dochodzimy do Passeig de les Palmeres (<a href="http://www.panoramio.com/photo/8681109" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/3786058" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/11700806" target="_blank">zdjęcie</a>), ocienionego palmami placyku z widokiem na Cudowną Plażę &#8211; Platja del Miracle (<a href="http://www.panoramio.com/photo/3775199" target="_blank">zdjęcie</a>). Rozkładamy się na ławeczce &#8211; nie widać informacji turystycznej. xar zostaje z plecakami, ja wracam na Rambla Nova i podpytuję kelnerów w restauracjach. Nikt nic nie wie. Dziwne.. W końcu ktoś wskazuje mi drogę, informacja znajduje się w szklanej budce za ronde &#8211; między Passeig de Sant Antoni a Via Augusta. </span>Jednak na miejscu okazuje się, że informacja jest zamknięta na czas sjesty &#8211; do 18:00! Na drzwiach jest mapka z zaznaczonymi innymi punkami informacji, które mogą być otwarte. <span style="color: #000080;">Najbardziej prawdopodobny jest punkt na Starym Mieście, przy Carrer Major.</span> Zostaję z bagażami, zaś Anka lata szukać informacji. Czekam 15 minut, pół godziny, godzina, ona nie wraca. Zaczynam się denerwować. Telefon zostawiła, nie ma żadnego kontaktu. Po 1,5 godzinie, gdy już zacząłem kombinować, gdzie zostawić bagaże i udać się na policję, ostatecznie wróciła. Tyle, że ze złymi wieściami. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Wyposażona jedynie w mapkę z przewodnika &#8211; niezbyt czytelną &#8211; zwiedziłam w zasadzie całą starówkę na wschód od Rambla Vella. </span></span><span style="color: #000080;">Tarragona to najlepiej zachowane rzymskie miasto poza granicami Włoch. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">I rzeczywiście &#8211; Starówka jest piękna. Gdybyśmy mogli tylko zwiedzić ją na spokojnie.. Błądząc po uliczkach zostałam zaczepiona przez parę Anglików, którzy spytali, czy szukam informacji turystycznej. Odpowiedziałam, że tak. Pokazali mi, gdzie to jest, dodając jednak, że jest zamknięta z powodu sjesty, oni też chcieli skorzystać. Spytali, czy nie mam mapy &#8211; nie miałam. Powiedzieli, że oni mają dwie i mogą mi jedną dać. Podziękowałam grzecznie. &#8222;4euro!&#8221; &#8211; zażartowali. Dałam się nabrać. Na mapce zaznaczone były inne punkty informacji. Poszłam więc jeszcze na Via de L&#8217;Imperi Roma &#8211; z takim samym skutkiem. Zniechęcona, zmęczona i odwodniona wracam do xara.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Wszystkie informacje turystyczne są zamknięte, a my jesteśmy w dupie. <span style="color: #000080;">Nie wiemy, gdzie szukać kempingu, cały dzień w zasadzie zmarnowaliśmy. Tarragona jest bardzo ładnym miastem, ale tylo ja je zwiedziłam. Do wyboru mamy albo czekać na otwarcie informacji i próbować dostać się do jakiegoś kempingu tutaj, albo wsiadać w pociąg i próbować w pobliskim Salou, do którego i tak mamy zamiar wybrać się jutro. Boimy się jednak, że tam sytuacja się powtórzy. Nasz przewodnik wzmiankuje, że &#8222;przy Platja Llarga  ciągną się kempingi Las Palmeras (&#8230;), i Las Salinas (&#8230;), przy Platja Tamarit Tamarit Park&#8230;&#8221; itd. itp., tylko nie raczy wspomnieć, gdzie to jest. Nie napisali nawet w którą stronę! Napisali za to, że można tam się dostać autobusem nr 1 i 3 z Plaça Corsini. Idziemy </span><span style="color: #000080;">więc na </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"><span style="color: #000080;">P</span>laça Corsini. Okazuje się, że </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">ruch na </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Plaça Corsini jest wstrzymany, ponieważ na środku wybudowano pawilon targowy. Nie ma tam żadnego przystanku. Z mapy wynika, że obok powinna być następna budka informacji turystycznej. Dochodzi 18:00, powinna być czynna. </span></span><span style="color: #008000;">O godzinie 18:00 pojawia się laska od obsługi. Za cholerę nie idzie się z nią dogadać, mimo, że mówi po angielsku. Ani ja, ani Anka w dwóch podejściach nie potrafimy się dowiedzieć niczego o dotarciu na kempingi, poza tym, że są one daleko. <span style="color: #000080;">Gdy pytamy o autobus pokazuje bliżej nieokreślony kierunek. I koniec. Błądzimy po okolicy, znajdujemy przystanek linii nr 9, o której mówiła. Autobus odjechał 5minut temu, następny za 40minut. Nie mamy farta tego dnia. Nie można być już bardziej w dupie. Czekamy. Gdy autobus wreszcie nadjeżdża, pytamy kierowcę, czy jedzie na camping. </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Wygłasza długą przemowę, z której rozumiemy jedynie &#8222;No, no&#8221;. </span></span><span style="color: #008000;">Okazuje się, że prawdopodobnie jedzie on nie w tę stronę co trzeba. Klientka z IT źle nam wytłumaczyła. Najgorzej, że kierowca też nie za bardzo potrafi się z nami dogadać, gdzie powinniśmy złapać busa w drugą stronę. </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"> Wskazuje nam ręką kierunek, w którym prawdopodobnie powinniśmy szukać naszego przystanku. Błądzimy dalej. </span>Trafiamy na jakiś dworzec autobusowy, którego wcześniej nie widzieliśmy. Próbujemy się z kimś dogadać. Nikt nie mówi ani słowem po angielsku. Masakra. Spędzamy tam jakąś kolejną godzinę, jednak nikt nie potrafi nam pomóc. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">W ogólnym poirytowaniu wracamy na dworzec kolejowy, bluzgając na wszystko co dookoła. <span style="color: #000080;">Pociąg do Salou odjeżdża za pół godziny. xar rzuca pomysł, że może pogadać z taksówkarzami.  Mówię, żeby próbował. Ja mam dość. </span>Kierowca oznajmia mi, że zawiezie nas na kemping za około 20€. Nie mamy zbytniego wyboru, bierzemy. Jedziemy około 20 minut trasą szybkiego ruchu do kempingu Park Tamarit. Jak się okazało, jest to najdalej położony kemping od miasta <span style="color: #000080;">(skąd mieliśmy o tym wiedzieć? Nasz przewodnik pomija ścisłym milczeniem takie nieistotne informacje)</span>. Wcześniej mijaliśmy np. Catalonię, która jest w tej samej, najwyższej klasie jakości (1a). Nasz Park Tamarit jest ogromny, na oko kilka hektarów i tylko 3 wolne miejsca. Bierzemy i płacimy zawrotną cenę 46€ za 2 osoby i namiot za jedną noc. Trafiliśmy akurat na ostatni dzień drogiego sezonu. Pan w kasie próbuje zabłysnąć zmieniając w czasie rozmowy język z angielskiego na niemiecki. Gdy dowiedział się, że pochodzimy z Polski, bardzo nas za to przepraszał <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Po zakwaterowaniu, każdy mieszkaniec dostaje kartę magnetyczną z danymi i zdjęciem, która uprawnia m.in. do korzystania z basenu.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Kemping jest głośny. Dużo ludzi i dzieci. Warunki sanitarne bardzo dobre. Do tego basen, jacuzzi, boiska tenisowe, do kosza, squasha, piłki nożnej, stoły do pingponga, supermarket, bary, dobra informacja turystyczna, piekarnia, lekarz(!). Do tego wieczorami koncerty zespołów. Wszystko na terenie kempingu. Mimo tych zalet, trochę ciężko jest wbić śledzie od namiotu. <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' />  Nie ma jednak żadnego wiatru, więc olewamy sprawę, rozkładamy namiot byle jakoś stał i idziemy pochodzić po plaży.</span></p>
<p><span style="color: #000080;">Widok z lotu ptaka na fragment kempingu i plażę Tamarit: <a href="http://www.panoramio.com/photo/5963633" target="_blank">zdjęcie</a>.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #000080;">Plaża wieczorem po takim dniu, jak ten, jest cudowna. Woda chłodna, szum fal uspokaja. Z jednej strony mamy widok na pięknie podświetlony zamek (<a href="http://www.panoramio.com/photo/16171265" target="_blank">zdjęcie</a>)  i w oddali światła Tarragony, z drugiej zaś w oddali latarnię morką gdzieś w Torredembarra (<a href="http://www.panoramio.com/photo/558178" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/15611682" target="_blank">zdjęcie</a>) i mniejszą na umocnieniach w Altafulli (<a href="http://www.panoramio.com/photo/2701927" target="_blank">zdjęcie</a>). Dochodzimy do zabudowań Altafulli i wracamy.</span></p>
<h3><span style="color: #000000;">Informacje praktyczne:</span></h3>
<p><span style="color: #000000;"><strong>Camping Tamarit Park</strong> &#8211; <a href="http://www.tamarit.com/">http://www.tamarit.com/</a> &#8211; w zasadzie nie ma co więcej pisać. Reklamują się sami. Bardziej przypomina miasteczko, niż kemping. Jest wszystko &#8211; od zróżnicowanych toalet (w tym większych kabin dla matek z małymi dziećmi), i pralni przez basen, korty, informację turystyczną, lekarza, piekarnię, supermarket do stacji benzynowej z myjnią samochodową. Drogo &#8211; jak na kemping. Duże obostrzenia &#8211; np. zakaz rozciągania linek i suszenia prania &#8211; dostajemy notę na ten temat. Kemping posiada prywatną plażę z widokiem na pięknie podświetlony nocą zamek. W kwestii dojazdu: jeśli nie dysponuje się samochodem (co jest najlepszym wyjściem), najlepiej jest wysiąść z kolei w Altafulli &#8211; Tamarit (stację przed Tarragoną), dojść do plaży, skręcić w prawo i dojść do zamku. Teren przed zamkiem to właśnie Tamrit Park.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-2-tarragona/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hiszpania 2008 &#8211; dzień 1 &#8211; Girona, Figueres, Cadaques</title>
		<link>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-1-girona-figueres-cadaques/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hiszpania-2008-dzien-1-girona-figueres-cadaques</link>
		<comments>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-1-girona-figueres-cadaques/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Aug 2008 21:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[cadaques]]></category>
		<category><![CDATA[figueres]]></category>
		<category><![CDATA[girona]]></category>
		<category><![CDATA[portlligat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://klekotka.net/?p=277</guid>
		<description><![CDATA[Budzimy się ostatecznie o 3:30. Ze względu na remont lotniska odprawa bagażu zaczęła się o 3:00, 3 godziny przed odlotem. Zmizerowany xar ściąga gacie z twarzy i oświadcza: &#8222;Wszystko sobie przemyślałem, nie ma po co tam jechać!&#8221; Optymizm pierwsza klasa! Zostawiam go z bagażami, żeby doszedł do siebie, pierwsza idę szukać toalety. Widzę, że sporo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000080;">Budzimy się ostatecznie o 3:30. Ze względu na remont lotniska odprawa bagażu zaczęła się o 3:00, 3 godziny przed odlotem. Zmizerowany xar ściąga gacie z twarzy i oświadcza: &#8222;Wszystko sobie przemyślałem, nie ma po co tam jechać!&#8221; <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Optymizm pierwsza klasa! <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Zostawiam go z bagażami, żeby doszedł do siebie, pierwsza idę szukać toalety. Widzę, że sporo osób postanowiło pójść w nasze ślady. Niemal wszystkie ławki są zajęte, ludzie śpią też na podłodze na karimatach. Ustalamy nowe trendy <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Myjemy się po kolei, trochę świeżsi, choć zmęczeni odprawiamy bagaż, a potem siebie.</span><span style="color: #008000;"> Odlatujemy do Barcelony &#8211; Girony. </span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Od razu po przylocie ładujemy się do autobusu do Girony. Nie jest to wcale proste &#8211; zwłaszcza z plecakami. Ludzi jest sporo, nie ma możliwości, żeby wszyscy się zmieścili. </span>Przejazd z lotniska na dworzec kolejowo-autobusowy w Gironie dla 2 osób kosztuje 4,30€. Na dworcu kolejowym </span><span style="color: #008000;">znajduje się </span><span style="color: #008000;">informacja turystyczna</span><span style="color: #008000;">. Obsługujący bez większych problemów mówią po angielsku, <span style="color: #000080;">ale trzeba z nich wyciągać informacje, prosić o mapy.</span> Dostajemy informacje o kempingach w regionie Costa Brava. <span style="color: #000080;">Decydujemy się zacząć wędrówkę od tzw. Trójkąta Dalego.</span> <span style="color: #000080;">Do wyboru mamy więc Pubol, Figueres i Cadaques/Portlligat. Pan w informacji mówi, że tak czy owak musimy się dostać do Figueres &#8211; najlepiej pociągiem.</span> Kupujemy więc bilety na pociąg do Figueres (4,70€ za 2 osoby).</span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Od razu na dworcu w Figueres trafiamy na następny punkt informacji turystycznej &#8211; wprost na peronie. Obsługiwany jest przez 3 zażywne dziewczyny. Na blacie od razu ląduje mapa miasta &#8211; jesteśmy tu, co chcecie zobaczyć? Muzeum? Jest tu. Warto jeszcze pójść tu i tu. Przechowalnia bagażu? Na dworcu autobusowym &#8211; tuż obok. Chcecie jechać dalej? Tu macie rozkład autobusów. To się nazywa informacja! Energicznie, z sensem i załącznikami graficznymi.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">Idziemy więc pierw na dworzec autobusowy w poszukiwaniu przechowalni bagażu. Z dworca kolejowego należy iść w lewo przez skwerek Plaça de l&#8217;Estacio. Trafiamy bezbłędnie. Przechowalnia bagażu okazuje się być szafkami na kluczyk, do których z trudem wciśniemy plecak, do tego drogo. Trudno, podźwigamy. Kierujemy się w stronę muzeum, rozglądając się przy okazji za sklepem. Po pierwsze potrzebujemy wody i jedzenia, których mamy mało ze względu na obostrzenia bagażowe w samolocie, po drugie chcemy kupić kartusz gazowy do palnika. Szczęście nam dopisuje, spory i otwarty supermarket znajdujemy tuż obok &#8211; na Carrer Sant Llatzer. Kartusza nie ma, ale woda i jedzenie tak. W tym absolutnie przepyszny jogurt cytrynowy, jakiego już później nigdzie w Hiszpanii nie udaje nam się znaleźć.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;">Po Figueres chodzimy przez około godzinę. <span style="color: #000080;">Kierujemy się w stronę Muzeum Dalego, więc z Carrer Sant Llatzer skręcamy w prawo w Carrer Mendez Nuñes i dochodzimy do </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"><span style="color: #000080;">Plaça del Gra, na którym ma miejsce targ. Przechodzimy obok straganów pełnych owoców i warzyw.  W sklepiku z przy Carrer Rutlla udaje</span> nam się kupić kartusz do palnika. Pierwsze zetknięcie z językiem hiszpańskim kończy się kalamburami <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Skręcając z </span></span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;"><span style="color: #000080;">Carrer Rutlla w Carrer Nou dochodzimy do ocienionej dwoma szpalerami drzew Calle de la Rambla (<a href="http://www.panoramio.com/photo/3848359" target="_blank">zdjęcie</a>). Ściągamy plecaki, rozkładamy się na ławce i jemy wreszcie śniadanie. Robimy też kilka zdjęć pomysłowej iluzji na chodniku &#8211; <a href="http://www.panoramio.com/photo/4579679" target="_blank">zdjęcie</a>. </span></span>Centrum miasta dość ładne, ale szału nie ma.  Pytamy przechodniów o drogę do Muzeum Dalego z jajkami na dachu. <span style="color: #000080;">Skręcamy w Carrer de Sant Pere i</span> ostatecznie trafiamy. Kolejka straszliwie długa, na kilka godzin stania w upale, a wejście drogie, więc sobie darujemy. <span style="color: #000080;">Oglądamy i fotografujemy budynek i okolice  z zewnątrz (<a href="http://www.panoramio.com/photo/8519788" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/5908255" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/1503136" target="_blank">zdjęcie</a>).</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Wracamy na dworzec, jedziemy busem o 13:00 do Cadaques. Podróż trwa około godziny i kosztuje około 9€ za 2 osoby. <span style="color: #000080;">Teren, na początku równinny, po wyjeździe z Roses zmienia się na coraz bardziej pofałdowany. Jedziemy wąską, krętą drogą.</span> Za szybą mamy bardzo ładne widoki, urwiska, <span style="color: #000080;">tarasy z gajami oliwnymi</span><span style="color: #000080;">. Na jednym z mijanych szczytów znajdują się dziwne zabudowania &#8211; <a href="http://www.panoramio.com/photo/7527361" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/6844825" target="_blank">zdjęcie </a>- w dalszym ciągu nie wiemy, co to jest. W końcu na horyzoncie spomiędzy gór wyłania się morze.</span> Jest śliczna pogoda. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Dworzec autobusowy, a w zasadzie stanowiska, na których stają autobusy, bo żadnego holu z kasami nie ma, znajduje się przy wjeździe do miasta. Informacja turystyczna znajduje w budce na małym skwerku </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">przy Avinguda Caritat Serinyana</span>,</span><span style="color: #008000;"> na lewo od wyjścia z &#8222;dworca autobusowego&#8221;, za mostkiem. Dostajemy mapkę miasta i <span style="color: #000080;">pytamy o kemping, pani mówi, że to daleko &#8211; martwimy się. Jak daleko? Ze 2km. Łe! Co to dla nas?</span><span style="color: #000080;"> Pani rysuje nam drogę. Jednak szybko zaczynamy przeklinać. Droga zaczyna piąć się pod górę,</span> a chwilami jest całkiem stroma. Idzie się około 25 minut.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Kemping kosztuje nas za 1 noc, 2 osoby i namiot 23,15€. Jest to dość spory obiekt, warunki sanitarne są nienajgorsze. Dodatkowo do dyspozycji mamy dobrze zaopatrzony sklep z normalnymi cenami. Na miejscu basen, bar i bilard. Rozstawiamy namiot w miejscu z widokiem na morze. Minus tej decyzji jest taki, że straszliwie wieje. Musimy wbijać wszystkie śledzie, dodatkowo przywiązujemy namiot do drzewa żeby nie odfrunął. Cały proces pierwszego rozstawienia i przygotowania naszego pierwszego &#8222;obozu&#8221; w tym sezonie zajmuje nam dłuższą chwilę </span><span style="color: #008000;"><span style="color: #000080;">(wliczamy w to ściganie różnych części namiotu i bagażu po połowie kempingu)</span></span><span style="color: #008000;">. </span></p>
<p><span style="color: #008000;">Po południu idziemy się schłodzić na basen, a później do portu w Cadaques (dróżką na skróty zaczynającą się naprzeciwko wejścia na kemping). Szwendamy się, podziwiamy widoki, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. <span style="color: #000080;">Cadaques jest ładną miejscowością, pełną białych domków krytych ceglastą dachówką i wąskich, stromych i bardzo urokliwych uliczek. Jednakże, co podkreśla xar, nie wyróżnia się niczym od innych podobnych miejsc. Ot, po prostu kolejny kurorcik na Costa Brava. Może nie tak zatłoczony jak inne, bo jednak trzeba się trochę natrudzić, żeby tu dojechać, ale już powoli zaczynający odcinać kupony od sławnych nazwisk, które go zamieszkiwały, lub po prostu tu bywały. Nie na darmo Cadaques zwany jest &#8222;wioską Dalego&#8221; &#8211; twórca spędzał tu wakacje jeszcze jako dziecko, a później kupił chatę w sąsiadującym Portlligat. Oprócz niego Cadaques poszczycić się jeszcze może goszczeniem Picassa, Matisse&#8217;a, Tomasza Manna, Garcii Lorci, czy nawet Einsteina. Trudno nam powiedzieć, dlaczego upodobali obie oni konkretnie to miejsce &#8211; może właśnie ze względu na oddalenie i brak zadufania &#8211; bo Cadaques, choć ładny i bezpretensjonalny, naprawdę nie wyróżnia się niczym specjalnym.</span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008000;">Wracamy na kemping, jemy coś i idziemy na spacer do Portlligat, gdzie jest następne muzeum Dalego. Chata Dalego &#8211; kolejny budynek z jajami na dachu: <a href="http://www.panoramio.com/photo/13884893" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/2971867" target="_blank">zdjęcie</a>, <a href="http://www.panoramio.com/photo/1538145" target="_blank">zdjęcie</a>). Są tam również sławne 2 głowy (z czego jedna rozcięta) &#8211; <a href="http://www.panoramio.com/photo/938736" target="_blank">zdjęcie</a>. Nie wchodzimy do środka, bo późno i piekielnie drogo. Nie jesteśmy aż takimi fanami. Porobiliśmy foty, wracamy na kemping. Piwko i do spania.</span></p>
<h3><span style="color: #000000;">Informacje praktyczne</span></h3>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;"><strong>Camping Cadaques</strong> &#8211; Carratera de Port Lligat 17 &#8211; to oficjalny adres. Patrząc na mapę stwierdzam, że camping leży przy Avinguda Salvador Dali, czyli przy drodze prowadzącej do Portlligat. Położony jest na wzgórzu pomiędzy Cadaques a Portlligat, z <span style="color: #000000;">widokiem na morze </span></span><span style="color: #000000;">od strony Portlligat. Zarówno do portu w Cadaques, jak Portlligat jest około 1,5 &#8211; 2km. Ceny na 23-08-2008r.: 7,10€ od osoby + 8,95€ za namiot za noc. Osobno płaci się za np. rower, nie wolno wprowadzać psów. Ze względu na położenie z widokiem na morze, trzeba liczyć się z dużym wiatrem. Mieliśmy trochę problemów z rozbiciem namiotu, bo wszystko uciekało, a ziemia była na tyle spieczona, że wbicie śledzi było wyzwaniem. No i troszkę zmarzliśmy w nocy. Za to pranie schło rewelacyjnie <img src='http://klekotka.net/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Na terenie campingu jest odkryty basen, bar i nieźle zaopatrzony supermarket z przeciętnymi cenami. Toalety i łazienki nie są cudem nowoczesnej technologii, ale idzie wytrzymać. Nie jest ani przeraźliwie czysto, ani przeraźliwie brudno. Sporym mankamentem jest brak wieszacz<span style="color: #000000;">ków</span></span><span style="color: #000000;">, albo suchych półek, na których można położyć rzeczy. Nie stwierdziliśmy występowania pralni. Osobne zlewy do mycia naczyń i osobne krany z wodą pitną.</span></span></p>
<p><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;">Ciekawe artykuły na temat <strong>Dalego </strong>i jego związków z Figueres i Cadaques:</span></span></p>
<ul>
<li><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;">http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_040507/turystyka_a_1.html</span></span></li>
<li><span style="color: #008000;"><span style="color: #000000;">http://pl.wikipedia.org/wiki/Trójkąt_Dalego<br />
</span></span></li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://klekotka.net/2008/hiszpania-2008-dzien-1-girona-figueres-cadaques/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

